Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzeci rząd na półce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzeci rząd na półce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lutego 2017

Recenzja mangi "Toktu Ghoul" (tom 1) Sui Ishida


Zdjęcie autorstwa: Joleen

„Oshiete oshiete yo sono shikumi wo
Boku no naka ni dare ga iru no?„

- Zdradzę Wam sekret ^^ Przez pewien czas miałam to ustawione jako dzwonek xD
- Nie masz się czym chwalić... Ludzie na ulicy dziwnie na ciebie patrzyli... ;)
- Nie aż tak dziwnie, jak na ciebie, gdy ustawiłeś sobie opening z Yuri on Ice! ;D
- Nie mam się czego wstydzić i jeszcze długo go nie zmienię! :D No dobrze, koniec wspominania, pora przejść do konkretów. Dziś przychodzimy do Was z recenzją pierwszego tomu mangi „Tokyo Ghoul”, który przeznaczony jest dla czytelników „+16”, czyli dla wszystkich :D
- Liczę, że mnie nie zawiedziesz, Ishida-sensei, bo to ja koniecznie chciałam przygarnąć ten tomik. Czytajmy więc :)

„Chociaż mówi się, że ludzie stoją na szczycie łańcucha pokarmowego istnieją stworzenia, które polują na nich tak, jak poluje się na zwierzynę...
Bestie, które łakną ludzkiej padliny nazywane są Ghulami.”

- Manga zaczyna się całkiem zwyczajnie. Kaneki Ken - osiemnastoletni student pierwszego roku, który uwielbia książki, zaprasza do kawiarni swojego najlepszego przyjaciela Hide, by pokazać mu dziewczynę, która bardzo mu się podoba. Kolega, jak na prawdziwego „skrzydłowego” przystało, kwituje sprawę  prosto. Pada jakże niespodziewane zdanie „nie masz u niej żadnych szans”. Co więc robi nasz mały Ken? Topi smutki w lekturze...
- Ale, ale! Nie tak szybko! Przecież piękna panna Rize nie jest bez serca! :D Przyjmuje zaproszenie na randkę do księgarni. Ken jest w siódmym niebie – pierwszy raz udało mi się umówić, w dodatku z ekstra laską i to w księgarni. Ktoś tam w górze chyba go lubi.
- Tak, z pewnością... Czy panna Rize nie wydaje się nieco głodna, gdy na niego patrzy? ;)
- Może wypadałoby skosztować, ostatecznie mol książkowy to nie lada kąsek...
- Od degustacji do dania głównego... Rize chce się szybko uwinąć, jednak zostaje zgnieciona przez rusztowanie, a Kaneki trafia stół operacyjny gdzie przed śmiercią ratuje go przeszczep organów... z ciała byłej ukochanej... I tragedia gotowa :-/
- Już w szpitalu odkrywa, że dawne przysmaki nie są dla niego. Nie czuje głodu. Nie interesował się przedtem życiem ghuli, więc gdy dzięki programowi telewizyjnemu odkrywa, że tylko ludzkie mięso wchodzi w grę, wpada w panikę.
- Najpierw próbuje na własną rękę pozbyć się przeszczepionych organów, lecz to nie pomaga. Robi więc nalot na lodówkę i próbuje dosłownie wszystkiego, licząc na to, że będzie mógł dalej normalnie się odżywiać.
- Niestety, Kaneki, nie jesteś już człowiekiem, ale i nie potworem... Kim więc jest?
- Niedawno poznana w kawiarni kelnerka Touka, wmusza w niego pierwszy kęs posiłku „nowego typu”. Sam odkrywa, że może pić kawę. Poznaje także innych ghuli. Jak zareaguje, gdy jeden z nich, okaże się przykładnym studentem, który idealnie potrafi udawać człowieka? I czy zaatakuje Hide - osobę, która troszczy się o niego od najmłodszych lat? Na te, i inne pytania, znajdziecie odpowiedź, sięgając po pierwszy tomik :D
- No właśnie, my go już przeczytaliśmy i dokładnie obejrzeliśmy. Pora więc podzielić się wnioskami.
- Po pierwsze, ta manga jest po prostu brzydka -,- Rysunki to małe koszmarki, na które ciężko się patrzy. Co prawda na blogu omawiamy głównie mangi, lecz biorąc pod uwagę anime, jego twórcom należy się wielka nagroda, bo dokonali niemożliwego...
- Tak na marginesie, Kaneki przypomina mi Erena. Kolejny bohater, któremu brakuje charyzmy i próbuje utopić czytelnika w swoim beznadziejnym świecie.
- Po drugie – fabuła. Dialogi są tak skonstruowane, że nawet nie patrząc na bazgroły Ishidy-sensei, możemy się świetnie odnaleźć. Rozterki bohatera, który nie zostanie gwiazdą „Randki w ciemno” dobrze się czyta. Historia jest ciekawa, oryginalna, i ponoć różni się od anime, co moim zdaniem można zaliczyć na plus. My kupiliśmy tylko tom pierwszy i raczej na tym poprzestaniemy.
- Zaliczyliśmy spore rozczarowanie... Aż zatęskniłam za romansami :D
- Kawa, paczki z „ludzkim schabowym”... to nie nasze klimaty. Nie wykluczamy jednak, że to koniec. Może ktoś z Was przekona nas dalszych zakupów?
- Dajcie znać co sądzicie o „Tokyo Ghoul” :)
- Miłego wieczoru~

Joleen & Kitsune

czwartek, 5 stycznia 2017

Porównanie: Croquis VS Liberty Liberty!

Zdjęcie autorstwa: Joleen


- Witajcie! :) Przed Wami nie lada gratka!
- Postanowiliśmy skonfrontować obie mangi tej samej autorki - Hinako Takanagi.
- Chodzi oczywiście o recenzje „Croquis” oraz „Liberty Liberty!”, które już od dawna znajdują się na blogu (jeśli jeszcze ich nie przeczytaliście, teraz jest najlepsza okazja, żeby to nadrobić! ^^)
- Jak z pewnością zauważyliście, mangi nie przypadły nam do gustu. Polskie wydanie jest staranne i nie zawiera błędów. Niestety, to trochę za mało, by cieszyć się z zakupu.
- Po pierwsze – fabuła. W obu mangach leży i kwiczy. Zarówno historia modela ASP, który odkłada pieniądze na operację powiększenia biustu, jak i chłopaka, który uciekł z domu i wylądował zarzygany na śmietniku... Trudno uznać za „wyjątkowo wciągające”.
- Wspominaliśmy także o tym, że wina leży ewidentnie po stronie autorki, która choć obdarzona talentem, to jednak nie potrafiąca rozkochać w sobie czytelników.
- Nie mów tak. Może są osoby zadowolone z zakupu?
- Może... To chyba wyzwanie dla naszych czytelników (jeśli ktoś z Was uważa inaczej, nich przemówi teraz, albo odsunie się od okna, bo będę rzucać :D)
- Inną rzeczą, która nie daje mi spokoju, jest podobieństwo obu par. W pierwszej chwili byłem pewny, że to wydanie dwutomowe, bo nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by wskazać minimum 10 powtarzających się szczegółów, choćby na podstawie okładek.
- No i nie zapominajmy o moim ulubionym - Takanagi-sensei, lubiącej chłopców przebranych za dziewczynki :P Niegrzeczna, oj niegrzeczna...
- Za to sceny seksu zupełnie rozłożyła.
- Albo o nich zapomniała, jak to miało miejsce w wypadku „Liberty Liberty!” xD
- Obaj mali uke mają obsesję na punkcie pracy, której poświęcają się bez reszty. Z kolei seme żyją swoim życiem, nie zwracając na nic uwagi.
- Który tom jest lepszy, a który gorszy?
- Trudne pytanie. „Liberty Liberty!” ma bardziej rozbudowaną fabułę niż „Croqius”.
- To prawda, lecz w „Croquis” są dodatkowe historyjki „Moja pierwsza miłość” część 1 i 2 oraz „Spadająca gwiazda”, która najbardziej mi się podobała.
- Pamiętajcie także o tym, że Joleen przeczytała prawie wszystkie (te lepsze) mangi yaoi, a ja jestem wyjątkowo wymagającym poszukiwaczem romansów :D Nie zadowala nas byle co!
- Reasumując, oba tomy nie są warte uwagi i przypominają kolejne odcinki „Na wspólnej”... Liczycie na to, że Roman wróci do alkoholu lub zacznie piec „ziołowe ciasteczka”, a tu nic... Zapycha się pierogami starej Ziębowej ;D
- Dziękujemy za wspólne pastwienie się nad obiema mangami! ^^
- Obiecujemy więcej w niedalekiej przyszłości ;)


Joleen & Kitsune

PS Jeszcze w tym tygodniu wrzucimy Wam kolejną recenzję. Będzie to manga „Ty i ja etc.” <3

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Recenzja mangi "Karneval" (tom 1) Touya Mikanagi


Zdjęcie autorstwa: Joleen
- Witajcie w Nowym Roku! :)
- Sylwestrowa zabawa już za nami, niestety...
- Za to jakie wspomnienia! :D Dobrze się bawiłaś, Królowo?
- Jeszcze pytasz? Przecież razem rzuciliśmy się w wir dzikich pląsów (czyli: jedli chrupki z Biedronki i pili Pepsi, na zmianę głaszcząc psa, a potem oglądali seriale oraz prowadzili prawdziwą „Wojnę o koc” :D ktoś powinien to sfilmować... na youtube bylibyśmy prawdziwymi gwiazdami xD)
- Nastał 2017, więc pora brać się do roboty!
- Masz rację. Postanowiliśmy zrecenzować dla Was pierwszy tom mangi „Karneval” Touya Mikanagiego.
- Mamy taki zwyczaj, że w chwilach nudy zamawiamy mangi. Jeśli chwilowo nie wychodzi nic, czego mocno pożądamy, kupujemy tytuły polecane przez innych. Sięgamy głównie po pierwsze tomy. Naszym zdaniem to wystarczy, by skraść serce...
- … lub wyrzucić pieniądze w błoto. Jak było w tym wypadku?
- „Karneval” opowiada historię Naia, którego „brat”  Karoku, obdarował tajemniczą bransoletką. Krótko po tym zniknął, zostawiając za sobą ślady krwi. Nai poczuł się samotny. Nie myśląc zbyt wiele, wyrusza na poszukiwania.
- „Nie myśląc zbyt wiele...” - dobre xd
- Niech ci będzie, Nai nie jest specjalnie ogarnięty życiowo. Na szczęście spotyka na swojej drodze tajemniczego Garegiego, który postanawia mu pomóc.
- Ten od razu łączy fakty i wie, że pamiątka po bracie ma znaczną wartość. Jest bowiem nadajnikiem, którym posługują się funkcjonariusze Najwyższego Organu Ochrony Państwa – Cyrku.
- Nowy sojusznik od samego początku wydaje mi się jakiś podejrzany. Dobrze wie, że bransoletka nie jest zwykłą błyskotką. Kieruje nim chęć wzbogacenia się, więc nie chce stracić takiej okazji.
- To on ratuje Naia z rąk krwiożerczej Mine, a także proponuje, by udali się do miast portowego, Toji.
- Po drodze wplątują się w kolejne kłopoty...
- Poznają także Hitaro, kapitana statku Drugiego Najwyższego Organu Ochrony Państwa, który odpowiada za likwidację przestępczości na świecie. On również chce poznać tajemnicę nadajnika.
- Jedno jest pewne, chłopaki się nie nudzą.
- Punktem kulminacyjnym jest udanie się do Cyrku.
- Co on ma z tym wszystkim wspólnego? Pora na miażdżący cytat ze strony 109. Gotowi?

„Po tym jak Cyrk wyłapie w „jednoczesnych śledztwach” wszystkich złych ludzi w mieście, na przeprosiny za strach i zamęt, który spowodowali, robią widowisko” (cyrkowe) ^^

- W taki oto sposób rozpracowaliśmy dla Was to dzieło :D
- Jak ci się podobała mieszanka tajemnic, pościgów, magii, latających statków, wyjątkowo dobrego słuchu Naia i... Cyrku?
- To był koszmar! Jedna z gorszych mang, jakie miałam w ręku!
- Grafika jest bardzo przeciętna, a historia zbyt udziwniona. Nawet gdybym miał okazję, z pewnością nie sięgnę po kolejne tomy.
- To prawda, ja też nie. Przeczytanie tego pierwszego było nie lada wyzwaniem *wzdycha ciężko*
- Gdy w ostatnim rozdziale zaczęli bawić się w chowanego myślałem, że przerobię „Karneval” na konfetti...
- Co ciekawe, kilka osób wręcz zachęcało nas do kupna. To był błąd...
- Nie martw się, my też im coś „polecimy” :P *złowieszczy chichot*
- Uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz ;)
- Reasumując, „Karneval” nie jest dla wszystkich. To taka „dziecięca historyjka”, która jednych zachwyci, a innych nie. Poszukujemy przygód na nieco wyższym poziomie wtajemniczenia.
- Masochiści od razu powinni wyłapać aluzję! :D
- Skoro Nai ma aż tak dobry słuch, to niech posłucha tego „TRZECI RZĄD NA PÓŁCE Z MANGAMI!”


Joleen & Kitsune

piątek, 9 grudnia 2016

Recenzja mangi "Liberty Liberty!" Hinako Takanaga


Zdjęcie autorstwa: Joleen


- Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...
- Chciałeś chyba powiedzieć: w czasie wakacji, podczas których było zimno i często padało...
- ... a my mieliśmy zbyt duży pakiet na internet, więc szukaliśmy sobie różnych rozrywek. Jedną z nich były zakupy i zamęczanie miejscowego listonosza, który przywoził nam paczki pachnące papierosami :D
- Pamiętasz jak chciał, żebym podpisała nim odbiór? Papieros zamiast długopisu... Nikt mu nie powiedział, że palenie zabija? -,-
- Ja tam nie mam mu nic do zarzucenia. Fajny gość. Może rzuci do przyszłych wakacji?
- Może... Wspominamy o tym dlatego, że letnie miesiące mocno nadwyrężyły nasz budżet, a także przyczyniły się do zakupu wielu tomików, które obecnie dla Was recenzujemy. Wtedy nie planowaliśmy wspólnego bloga. Ta myśl pojawiła się później, gdy Kitsune zakochał się w Yashiro :D
- Cicho, kobieto! Musisz zdradzać wszystkie moje sekrety?!
- Wracając do tematu... Chciałam, by mój mały lisek zdobył większe, yaoistyczne doświadczenie, więc w pierwszej kolejności nabyliśmy hurtową ilość romansów. Jednym z nich był tomik „Liberty Liberty!” Hinako Takanagi.
- Nie był to zakup roku, bo niewiele można się z niego dowiedzieć...
- Nie nastawiaj się tak negatywnie. Itaru przeprowadza się do Osaki, gdzie poznaje Koukiego. A ja bardzo, ale to bardzo lubię to imię <3
- Poczekaj, nie tak szybko! Zapomniałaś dodać, że wspomniany przez Ciebie „Kouki” znajduje go pijanego i zarzyganego na śmietniku. Mimo tych niedogodności, zabiera chłopaka do domu i udziela mu pomocy.
- No dobrze, przyznaję. Nie jestem fanką historii zaczynających się od „znalazłem go na śmietniku”.
- Serio? *SARKAZM SARKAZM SARKAZM*
- Serio. By dopełnić obrazu dodajmy także, że Kouki był właśnie w trakcie pracy. Czaił się na bandytę, którego chciał sfilmować do reportażu dla telewizji kablowej, w której pracuje, a pijany chłopak rozbił mu kamerę.
- Czy to już miłość?
- Jeszcze nie. Najpierw Kou-kun pozwala Itaru pomieszkać u siebie jakiś czas. Potem jego przyjaciółka/dawna ukochana, a tak naprawdę trans - Kuromi zatrudnia go w kablówce. I w końcu, jako wisienka na torcie, Itaru zdaje sobie sprawę z tego, że jest zakochany. Ma szansę podbić serce twardo stąpającego po ziemi kamerzysty? Przekonacie się czytając mangę do końca.
- Czy tylko ja uważam, że zamawiając ten tomik, zmarnowałem 20 minut na czytanie? W dodatku jestem zniesmaczony połączeniem śmietnika, wymiocin i miłości...
- Czujesz niesmak? Dlaczego? To nadal romans! xD
- Rysunki są piękne. Nie można więc odmówić autorce talentu. Jednak historia jest tak płytka, że na tym kończę swoją przygodę z mangami sensei Takanagi.
- W sumie to trochę dziwne, bo manga jest ładnie wydana. Ludzie ze Studia JG z pewnością włożyli w to masę pracy. Zastanawiające jest jednak to, dlaczego wybrali kolejną opowiastkę o niczym.
- Żartujesz, prawda? Jedyną rzeczą, jaką wyniosłem z lektury jest fakt, że sensei ma jakiś kink dotyczący zmiany płci...
- Oj tam, oj tam! ;P Jesteś zły, bo seksu też nie było xD
- Materiał do zapamiętania - nie kupuje się mangi yaoi, która nie jest oznaczona jako „+18”.
- Czy opłaca się zainwestować 19,90 zł?
- Moim zdaniem nie.
- A ja uważam, że nie było aż źle. Niektóre fragmenty są całkiem zabawne. Gdyby pani Takanaga dorysowała jeszcze ze 2-3 rozdziały, byłoby super.
- To nam chyba nie grozi, choć przyznaję, że manga sprawia wrażenie nieukończonej.
- Nie widzisz żadnych plusów?
- *wpada na genialny pomysł* Bez żalu upchnę ją do drugiego rzędu na regale, by nie zajmowała bezcennego miejsca z przodu! :D
- No cóż... sami musicie ocenić czy warto zapoznać się z tą historią i nacieszyć oczy starannymi rysunkami, czy też szukacie czegoś odrobinę głębszego :)


 Joleen & Kitsune

piątek, 21 października 2016

Recenzja mangi "Croquis" Hinako Takanaga



Zdjęcie autorstwa: Joleen


- Witajcie! Bardzo się cieszymy, że nasze wspólne recenzje przypadły Wam do gustu :)
- Ja świętuję podwójnie, bo dzisiaj moja kolej na wybranie mangi! *skacze z radości*
- Nie rozumiem, z czego tak się cieszysz? Przyniosłeś tomik, za którym nie przepadamy... Dlaczego?
- Z przekory. Liczę na to, że pojawią się osoby, które udowodnią mi, że nie wyrzuciliśmy dwudziestu złotych w błoto.
- Całe życie uczymy się na błędach. Mogłam za to kupić wielkie opakowanie kakao na jesienne wieczory...
- Za błąd uważamy kupno tomiku pod tytułem „Croquis”. Widzę, że nadal go przeglądasz. Może jednak okażesz mu trochę królewskiego miłosierdzia i zmienisz zdanie?
- Ty pierwszy *prycha oburzona*
- Nie, jednak Ty. Nalegam.
- To z pewnością nie będę ja!
- No cóż, prawda jest taka, że mamy podobne zdanie prawie na każdy temat.
- Wyjątek stanowi Twoje nowe opowiadanie, Kitsuś *demoniczny śmiech*
- Dlaczego moje opowiadania są wyróżniane? *wzdycha ciężko *
- Sam jesteś sobie winny. Mówiłam Ci ze sto razy, że wampir-uke to bardzo zły pomysł, prawda?
- Prawda.
- I co zrobiłeś? Posłuchałeś mnie?
- Nie *zawstydzony chowa się za puszystym ogonem* Za to dzięki Tobie kupiliśmy „Croqius”.
- Nie przypominaj mi o tym. Ta manga jest...
- ... zła, beznadziejna i nie warta ani złotówki?
- Nie da się ukryć, że mocno nas rozczarowała.
- Tomik zawiera trzy różne historie, z czego tylko jedna, w dodatku najkrótsza, warta jest uwagi. Jak z pewnością wszyscy wiedzą ze streszczenia, jest to historia modela pozującego podczas zajęć z rysunku na ASP, który wpadł w oko jednemu ze studentów. Do samego studenta nic nie mam. To zwykły, przeciętny bohater, jakich w mangach pełno.
- Nie zgadzam się! Jest taki... bezbarwny! Po przeczytaniu historii nie zapamiętałam nawet jego imienia, co mi się rzadko zdarza.
- Nazywa się Shinji Kaji.
- Musiałeś przekartkować mangę, by się tego dowiedzieć...
- Owszem.
- Sam widzisz. Nie wyróżnia się niczym szczególnym. Odkładasz mangę na półkę i myślisz sobie „nic specjalnego”.
- Więc może przejdźmy do modela, który jest najsłabszym ogniwem i zostaje nominowany do opuszczenia regału z mangami? :D
- Masz rację. Czytając spotykałam już naprawdę różnych bohaterów, ale Nagi... *wzdryga się*
- Widzę, że się męczysz, więc pozwól proszę, że cię wyręczę. Nasz mały model uważa się za transseksualistę. Pracuje w różnych miejscach, by zebrać pieniądze na wszczepienie sobie implantów piersi. No sorry, ale ja nie widzę w tym nic romantycznego. Gdyby jeszcze dopiął swego, ale nie! Rezygnuje z operacji na prośbę Kajiego! Taki z niego trans jak ze mnie gej! *wybucha szczerym śmiechem*
- Teraz mniej więcej rozumiecie skąd nasze rozczarowanie.
- Trochę szkoda, bo rysunki są niezłe. Niestety same rysunki to za mało, by nas oczarować.
- Płytka historia o niczym. Zero miłosnych uniesień, żadnej ekscytacji podczas przewracania kartek...
- Mnie najbardziej interesowało jak on z tymi piersiami będzie wyglądać. Szkoda, że nic z tego nie wyszło.
- Może jesteś zbyt wymagający? Szukasz uczuć i głębi, a to nadal należy do rzadkości.
- Silikon z pewnością nie znajduje się na liście pożądanych przeze mnie tematów.
- Nie zaśmiałam się ani razu z ich „zabawnych nieporozumień”.
- Ja się śmiałem z naszej głupoty, ale to był raczej śmiech przez łzy. Trzeba było kupić coś innego.
- Zostały jeszcze dwie historie. „Moja pierwsza miłość” - już po samym tytule możecie się domyśleć, o co chodzi.
- Zaczęło się bardzo obiecująco. Licealni przyjaciele, których połączyło czytanie książek, zakochują się w sobie, cierpiąc katusze w milczeniu.
- Patrzą sobie głęboko w oczy, lecz żaden z nich nie decyduje się na wyznanie. Na osłodę pozostaje pewne wspomnienie, które związane jest z klasową wycieczką i wypitym piwem...
- Mija kilka lat. Nasi bohaterowie są już dorośli i po studiach. Los daje im jeszcze jedną szansę, i co?
- I nic!
- Jak to nic? Zapadnie Wam w pamięć niesmak po scenie na plaży. Nie da się tego „odzobaczyć”, gwarantujemy. Jedno piwo zabiło miłość. Właśnie dlatego my nie pijemy, co i Wam szczerze polecamy :D
- Jeśli tak wygląda romantyzm oczami Hinako Takanagi, to ja wysiadam.
- Poczekaj na mnie!
- To może na sam koniec ostatnia historyjka. „Spadająca gwiazda”. Najkrótsza, a co za tym idzie, najlepsza i ratująca ten tomik przed otwarciem drzwi balkonowych i sprawdzeniem, czy mangi umieją dolecieć z powrotem do Japonii...
- Nie wiem czy umieją, ale szkoda, że nie ma zwrotów... Chciałoby się rzec autorce „jak chcesz, to potrafisz”, więc czemu przez 160 storn tak bardzo ci się nie chciało?!
- Motyw spadających gwiazd trudno jest zepsuć. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe. Na szczęście tym razem się udało.
- Masz rację. To było nawet urocze. Sei nienawidzi gwiazd, które uparcie nie chcą spełnić jego marzenia, związanego z Daikim. A przecież każdy wie, że gwiazdy mają w sobie moc *uśmiecha się zadowolony z siebie*
- Naprawdę?
- Nie wierzysz mi, Królowo? Sprawdzimy?
- Tak jak ostatnio, gdy policjanci zaatakowali nas latarkami, kiedy leżeliśmy sobie na górce w lesie? To było twoje marzenie?
- Nie, miałem na myśli zupełnie inne okoliczności przyrody, bez policjantów i ich niezawodnych latarek...
- W takim razie dopisuję to do listy.
- Do jakiej listy?
- Powiem ci później, gdy będziemy już sami ;-J
- Ok :D Nie mogę się doczekać :D
- Kończąc, życzymy Wam miłego weekendu! ^^
- Bawcie się dobrze i do zobaczenia wkrótce. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że chcecie abyśmy zrecenzowali „Księcia przepisów”. Nie ma sprawy, zrobimy to z wielką przyjemnością. „Dia Game” też zrecenzujemy, ale nieco później ;)
- Nie zapominaj o naszej nowości, na którą czekamy! *-*
- Panie listonoszu, przybywaj! :D
- Może poproś gwiazdy, niech go kopną w tyłek dla lepszego rozpędu! ^^
- Cicho, jeszcze usłyszy i odmówi dźwigania kartonu...
- Ja z pewnością nie będę go taszczyć na trzecie piętro! -,-
- Nie rozumiem, czemu patrzysz na mnie takim dziwnym wzrokiem?
- Lisie, czyń swoją powinność!
- Panie listonoszu, przybywam z odsieczą! *nie jest przekonany, czy da radę uporać się ze wszystkimi zamówieniami, ale będzie walczył do końca*
- Mój bohater! *Joleen klaszcze i wiwatuje*

PS Na potrzeby recenzji udaliśmy się do sklepu „Tani Armani, Gucci za pół ceny”, gdzie wspólnie zdecydowaliśmy, że nic nie oddaje charakteru tej mangi równie dobrze, jak stanik w panterkę xD


Joleen & Kitsune