Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugi rząd na półce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drugi rząd na półce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lutego 2017

Recenzja mangi "Vassalord" (tom 5) Nanae Chrono


Zdjęcie autorstwa: Joleen


- Bardzo się wciągnęliśmy w czytanie „Vassalorda”. Niestety, zostały już tylko trzy tomy...
- O nie! To straszne! :D
- Straszne jest to, że Chris próbuje uratować swojego pana przez atakiem Barrego. Ten wyjątkowo piękny demon nie zna litości. Nie dość, że jest bardzo brutalny, to jeszcze perfidnie kpi z Cherrego! Wypomina mu, że choć jest tak blisko, to nie zna jego sekretów – nie wie co skłoniło go do wstąpienia na drogę ciemności, kogo i dlaczego chciał w ten sposób chronić, a także, że nie zna jego prawdziwego imienia, co najbardziej boli.
- Może i nie zna jego imienia, za to bezbłędnie odgaduje prawdziwe imię Barrego, gdy Rayflo zaczyna cytować fragment Biblii, by przegnać demona.
- Radość nie jest długotrwała. Czarnowłosy jest tak mocno osłabiony, że zdesperowany Cherry wzywa samego diabła na pomoc! :O
- Co ciekawe, wysłannik piekieł pojawia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W dodatku ma na sobie sutannę... Obiecuje pomoc pod warunkiem, że Chris mu się „odwdzięczy”.
- Czego mogą zażądać? ^^
- No cóż, skoro Chris jest tak piękny, że usidlił wampira, to może... zostanie modelem? :D
- Chrono-sensei... Twoja wyobraźnia zaczyna mnie przerażać...
- Tymczasem i do Barrego uśmiechnęło się szczęście, gdyż władzę nad nim przejmuję Cheryl oraz „Ewa”.
- No dobrze, Chris zostaje modelem, Rayflo królikiem doświadczalny. Ogólnie panuje jeden wielki zamęt :-/
- Chwileczkę, chwileczkę... Szalone badania Alpharda Wayna to jedno, ale klonowanie Rayflo to już jakieś przegięcie!
- Masz rację. Ilu w końcu ich jest?
- Ksiądz-model-wampir przygarnął dla siebie aż dwóch. Jeden jest jego asystentem, a drugi przybył z Włoch.
- Czy to nie ten sam, który nazywał go „Adamem”?
- Tak, to on :D
- A co na to pan-tatuś?
- Jest zajęty romansem z innym typem.
- To złamie komuś serce...
- Z „Vassalordem” jest jak z sinusoidą. Po świetnym tomie czwartym, przyszedł piąty, który średnio mi się podobał. Za dużo klonów... Irytuje mnie wątek Cheryl. Śledztwo Craiga też wolno się posuwa. W dodatku ciemnowłosy uważa, że między nim a Waynem istnieje jakieś podobieństwo.
- Tak to jest, gdy autorka ciągnie kilka srok za ogon. Moim zdaniem manga na tym traci, bo przez to roztrzepanie umyka to, co najważniejsze.
- A co jest najważniejsze?
- Jak to „co”?! Małe i większe tragedie Chrisa! Nie dość, że nie może być z ukochanym panem, to jeszcze otaczają go imitacje, a inny facet pachnie jego krwią. Wiadomo, że to oznacza tylko jedno - zdradę!
- Za to trzeba oddać autorce, że przepięknie go narysowała. Sceny, w których pozuje jako model po prostu błyszczą :)
- Mimo to, nie osłodziło mi to lektury. Wolałbym, by wątek romansowy był bardziej eksponowany.
- A co Wy sądzicie? Podzielacie zdanie żądnego romantycznych uniesień Kitsusia, czy wolicie akcję, której nie brakuje?
- Jak możesz porównywać słodkie pocałunki z tropieniem bandytów?
- Mogę i będę :D Poszukaj sobie coś romantycznego na poprawę humoru, to zrecenzujemy to jutro. Jestem pewna, że pomoże ;)
- Tak też zrobię, Królowo :) Do jutra :)


Joleen & Kitsune

sobota, 11 lutego 2017

Recenzja mangi "Dogs Bullets&Carnage" (tom 1) Miwa Shirow


Zdjęcie autorstwa: Kitsune
- Wreszcie weekend! Nie mówiąc już o tym, że zbliżają się walentynki :)
- Jednak zanim zaczniemy celebrować miłość, zrecenzujemy dla Was pierwszy tom mangi „Dogs/Bullets&Carnage”, autorstwa Miwa Shirow. Buszując po internecie zauważyliśmy, że wiele osób poleca tą serię, więc zamówiliśmy pierwszy tom, by sprawdzić, co w trawie piszczy.
- Manga zaczyna się dość intrygująco. Tajemniczy blondyn czeka na swojego towarzysza, który nieco się spóźnia. Przeczuwając problemy, wyrusza na jego poszukiwania.
- Badou rzeczywiście potrzebuje pomocy. Zostaje schwytany przez mafię. Banda osiłków słusznie podejrzewa, że kręcił się w tej okolicy nie bez powodu. Udaje się im szybko go obezwładnić i przywiązać do krzesła, by za pomocą siłowych argumentów, zmusić do odpowiedzi na znane wszystkim pytania typu „co tu robisz?”.
- Zanim zrobi się naprawdę gorąco, nadchodzi odsiecz ze strony „bezpańskiego psa”, Heine.
- Okazuje się, że mafia przetrzymywała grupę dwudziestu dzieci, które odzyskują wolność dzięki tej spektakularnej akcji. Określono je jako „bękarty przeszłości”. Być może zawdzięczają tę nazwę niecodziennemu wyglądowi – maluchy mają kocie uszy? Rogi? Trudno powiedzieć. W każdym razie zostały uwolnione dzięki zleceniu pewnego księdza, który nie potrafił przejść obojętne wobec takiej niesprawiedliwości.
- Ciekawostką jest fakt, że choć Heine załatwił towarzystwo praktycznie w pojedynkę, to w czasie tej brawurowej akcji został postrzelony w rękę, lecz jego rana praktycznie od razu zasklepia się, a potem zupełnie znika!
- Wspomnianemu już księdzu również towarzyszy dziewczynka o niezwykłym wyglądzie. Mała ma skrzydła niczym anioł. Jest słodka :)
- Niestety, nieustraszony jasnowłosy szybko staje się celem żądnej zemsty ekipy mafijnej. Zgraja rzezimieszków odwiedza naszego bohatera w jego domu, by wyrównać rachunki. Choć mają przewagę liczebną i udało im się go związać, Heine i tak zdołał się obronić.
- I wtedy pojawia się on – prawdziwa grupa ryba, czyli Giovanni, który zdradza nam to i owo z przeszłości pieseczka, a przy okazji częstuje kilkoma kulkami w brzuch. Czy jasnowłosemu uda się ponownie zregenerować? A może to pora, by pożegnać się z życiem? I co ma z tym wszystkim wspólnego obroża na jego karku, bestia, którą w sobie ukrywa oraz tajemnicze wydarzenia z przeszłości – nie zdradzimy, bo sami nie wiemy :)
- Tom pierwszy miał za zadanie rozbudzić naszą ciekawość i wypełnił swoją misję. Manga ma interesującą fabułę. Akcja jest bardzo dynamiczna i wielowątkowa (a przynajmniej sprawia takie wrażenie). Do tego niezłe rysunki, nadprzyrodzone zdolności. Lubię takie klimaty.
- Prawdopodobnie nie jest to twój ulubiony gatunek, czyli romans, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Przedstawione wydarzenia specjalnie mnie nie porwały, więc mogę rozstać się z „Dogs” już na tym etapie.
- Serio? Tak szybko?
- Shirow-sensei nie rzucił mnie na kolana. Niby zostawił garść okruszków, by skusić czytelników do kupna kolejnych tomów, ale... Gdyby Heine oraz ten długowłosy Badou byli razem, to mogłaby być moja nowa ulubiona manga :D Cytując klasyka „nie całowali się”, więc póki co odłożymy ten tomik do drugiego rzędu i pomyślimy co z nim zrobić.
- Myślałem, że zamówimy resztę. Były pistolety i miecze...
- Oraz aniołki i oprychy... Przemyślimy to czytając jakieś romanse, dobrze? *drapie liska za uszkiem, co równa się z tym, że spełni każdą jej zachciankę*
- Jak sobie życzysz, Królowo :)
- Grzeczny Kitsuś ^^ Pozwolę ci wybrać kolejną mangę ;)
- W takim razie będzie to... *walentynkowa niespodzianka*


Joleen & Kitsune

niedziela, 22 stycznia 2017

Recenzja mangi "Reversal" (tom 2) Karakara Kemuri


Zdjęcie autorstwa: Kitsune


- Dzień dobry! ^^ Jak Wasza niedziela? U nas pochmurnie i szaro :-/
- Taka aura nie sprzyja pracy twórczej...
- Mówisz tak, bo od kilku dni boli cię głowa.
- To prawda, boli :(
- Co powiesz na wirtualny spacer po Kioto?

- W twoim towarzystwie to będzie prawdziwa przyjemność! :D
- Wczoraj zrecenzowaliśmy pierwszy tom „Reversal”. Ponieważ to dość krótka seria, więc od razu wrzucamy część drugą. Jakie wrażenia po lekturze?
- Po pierwsze, w drugim tomie znacznie więcej się dzieje. Ayame nadal słyszy dziecięcą piosenkę, która przypomina o nieuchronności kolejnej rozgrywki. Pojawia się także masa pytań bez odpowiedzi, które dręczą małą maiko.
- Od poznanej w poprzednim tomie Ayame (tak, obie bohaterki noszą to samo imię), która jest jedną z uczestniczek rozgrywki, dziewczyna dowiaduje się, iż jedynym sposobem na ukończenie morderczej gry jest wypełnienie wszystkich misji. Zawodnicy skupili się wokół krwawego lidera, Daichiego, lecz ten układ nie odpowiada początkującej gejszy. Zwłaszcza, gdy zdaje sobie sprawę z faktu, że każdy, kto ginie w odwróconym Kioto, ginie naprawdę.
- Ayame przeciwstawia się więc Daichiemu i z pomocą swoich sojuszników oraz kilku zombie, szuka wskazówek, by powrócić do dawnego życia. Czy uda się jej ocalić pozostałych graczy i co ma z tym wspólnego jej „starsza siostrzyczka”- gejsza Maika, nie zdradzimy ;)
- Jeśli uważnie przyjrzycie się obu okładkom tej wyjątkowo pięknej mangi, od razu zwrócicie uwagę na fakt, iż tom pierwszy cieszy nas urodą Ayame. Jej siostra kusi z okładki tomu drugiego :D
- A sama manga?
- Obfituje w różne zawirowania, zaskakujące momenty. Autorka po raz kolejny wykazała dbałość o szczegóły. Rysunki są ładne. Przyjemnie się na nie patrzy. Moim zdaniem oba tomy, ze względu na wydanie, to przede wszystkim ozdoba każdej kolekcji. Kemuri-sensei włożyła sporo pracy w perfekcyjne odtworzenie budynków. Bohaterowie są różnorodni, i co ważne, nie wyglądają jak własne kopie, czego szczerze nie lubimy.
- Zgadzam się. Widać, że manga od samego początku powstawała z dużym rozmachem. Warto się z nią zapoznać chociażby dlatego, że tak przedstawione gejsze w wersji rysunkowej, to rzadkość.
- Zauważyłam, że bardzo je doceniasz :D
- To prawda. Są one ściśle związane z historią Japonii. Wiele osób postrzega je tylko jako „damy lekkich obyczajów”, co jest krzywdzące i nijak się ma do rzeczywistości. Są to kobiety wysoko wykształcone. Znają tradycyjne tańce, pieśni, wiersze. Sam ich wygląd to prawdziwa perfekcja. Żywe „dzieła sztuki”. Miały zabawiać gości elokwentną rozmową. Należą do świata, który powoli odchodzi...
- Tak samo jak zwyczaj pisania listów, poświęcania czasu bliskim, okazywanie szacunku starszym...
- Dla tych z Was, którzy są zainteresowani tematem, polecamy książkę „Wyznania gejszy” Artura Goldena (powstał także film pod tym samym tytułem, naprawdę niezły). Z jednej strony jest to świetny romans, lecz z drugiej autor odwalił kawał dobrej roboty, bo opisał wiele szczegółów z życia gejsz, które dotąd znane były nielicznym. To lektura warta nieprzespanej nocy :)
- Od poniedziałku spodziewamy się fali nowych mang, więc szykujcie się na mnóstwo recenzji! :D
- Wreszcie jakieś romanse!
- Miłej niedzieli! ^^


Joleen & Kitsune

sobota, 21 stycznia 2017

Recenzja mangi Reversal (tom 1) Karakara Kemuri


Zdjęcie autorstwa: Kitsune


Dawno, dawno temu...
- Czyli w miniony czwartek xD Wybaczcie, znowu mamy małe opóźnienie. Jest one spowodowane naszą depresją zimowo-mangową.
- Zapewne zastanawiacie się cóż to za nowy rodzaj depresji, prawda? Już śpieszę z wyjaśnieniami! Depresja zimowo-mangowa jest wtedy, gdy kupuje się dużo mang (np. drugi tom Ten Count, którego jeszcze nie dostaliśmy), przychodzi listonosz i z ponad dwudziestu zamówionych tomów dostajecie jeden... I to ten najbrzydszy...
- To będzie weekend bez romansów... Trochę nam przykro z tego powodu, dlatego też zdecydowaliśmy, że zabierzemy Was dzisiaj do Kioto - miasta Akashiego-sama <3
- Karakara Kemuri jest autorką dwutomowej mangi „Reversal”, wydanej przez Studio JG. Ostatnio znaleźliśmy je na półce, gdzie stały takie samotne i porzucone, ale zacznijmy od pierwszego. Główną bohaterką tego dzieła jest prześliczna maiko Koyuki, czyli Ayame Matsuyuki (praktykantkom nadawane jest nowe imię, ale nie będziemy się zagłębiać w zwyczaje gejsz, zainteresowanych odsyłamy do literatury, np. książki „Gejsza. Świat japońskiej tradycji, elegancji i sztuki” Johna Gallagher'a). Nasza uczennica uwielbia filmy o Kyoto Rangers, które wyzwalają w niej silne poczucie sprawiedliwości. W wolnych chwilach oddaje się marzeniom, co z pewnością ułatwia jej pokój pełen plakatów i figurek (skąd my to znamy ;D) swoich ulubieńców. Chciałaby chronić słabych i zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.
- Z początku naiwne marzenie małej maiko nieco mnie irytowało. Okazuje się jednak, że ma ona swoje powody. Jakie? Nie zdradzę ;)
- Wróćmy jednak do fabuły. Wojownicza Ayame jest świadkiem niecodziennej sytuacji. Młody mężczyzna zostaje zaatakowany przez niewielkiego psa sąsiadów. Uciekając, porzuca przedziwny, okrągły przedmiot. Dziewczyna zabiera go ze sobą, by w wolnej chwili bliżej mu się przyjrzeć.
- W domu dochodzi do wniosku, że jest to jakaś gra. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, wpisuje na panelu swoje imię i nazwisko.
- Jak wielkie jej jej zdziwienie, gdy po pewnym czasie ponownie spotyka właściciela zgubionego gadżetu, Takayukiego. Niestety, tym razem sytuacja, w której się znajdują, nie wróży niczego dobrego. Maiko bezustannie słyszy dziecięcą piosenkę, a przerażony młodzieniec odkrywa, że wybiła godzina 18:00, a to oznacza, że obydwoje zostają przeniesieni do odwróconego miasta... Czy uda się im odnaleźć wyjście, i co ważniejsze, jak w nowej sytuacji sprawdzi się gejsza walcząca o „miłość i sprawiedliwość”, tego dowiecie się dopiero z lektury.
- Zanim to nastąpi, podzielimy się z Wami naszymi wrażeniami. To twoja manga, więc możesz zaczynać :)
- Dziękuję, Królowo. To bardzo miłe z twojej strony ;) Zacznę więc od tego, że jako osoba, która żywo interesuje się kulturą kraju kwitnącej wiśni, nie mogłem przejść obojętnie obok mangi o gejszach :D Zwróćcie proszę uwagę na samą okładkę. To prawdziwe dzieło sztuki! Zdjęcie nie oddaje jej piękna, gdyż jest ona delikatnie tłoczona.
- To prawda. Manga wydana jest po prostu cudownie. Samo trzymanie jej w dłoniach daje dużo przyjemności. A gdy już się nią nacieszymy i przeczytamy?
- Autorka w niesamowity sposób rysuje gejsze. Wykazuje dużą dbałość o szczegóły, wzory na kimonie, ozdoby we włosach. Pod tym względem ociera się o prawdziwe mistrzostwo.
- Ale...
- *bierze głęboki wdech* Fabuła pozostawia dużo do życzenia. Pierwszy tom daje nam zarys głównych bohaterów, czyli wytwornej Ayame oraz gadającego psa - Aru (to ten sam, przed którym uratowała Takayukiego) i wspomnianego sprawcy całego zamieszania, który zgubił nieszczęsny panel.
- Poznajemy także innych graczy, którzy podobnie jak ta trójka, przedostali się do lustrzanego odbicia Kioto. Każdy dostaje swoją broń. Trzeba wypełniać misje. Można także korzystać ze specjalnych pudełek, w których znajdują się leki oraz inne niezbędne rzeczy. Ten motyw bardzo mi się podoba, bo jak z pewnością wiecie, uwielbiam gry RPG :D
- A ja za nimi nie przepadam. Spodziewałem się po tej mandze czegoś więcej. Nie widzę głębszego sensu w tym, że dajemy gejszy broń i każemy zabijać.
- Chwileczkę, chwileczkę! Ayame wcale nie chce nikogo zabijać!
- Za to inni gracze nie mają z tym problemu. Z równą łatwością pozbywają się zarówno wrogów, jak i sprzymierzeńców.
- To się nazywa dynamizm i elastyczność xD
- Może w twoich oczach. Dla mnie to rozczarowanie.
- Nie narzekaj. Rysunki są naprawdę całkiem, całkiem :)
- To prawda. Gejsza zdaje się błyszczeć :D
- Jesteś niezadowolony, bo nie ma wątku romansowego, prawda?
- Tak :(
- Chciałbyś, by ktoś ją uratował, a potem wyznał miłość i żyli długo i szczęśliwie?
- Królowo, jak ty mnie dobrze znasz :)
- To masz pecha :P Wspominałam już o tym, że Kioto to miasto Akashiego-sama. Bywa podstępne, złowrogie, zaskakujące... Właśnie tego się spodziewałam i nie zawiodłam się *-*
- Podsumowując, poszczególne panele głęboko zapadają w pamięć, lecz to wszystko.
- Jutro wrzucimy recenzję drugiego tomu. Przyznaję, że jeszcze go nie czytałam, więc z mojej strony pełna ekscytacja. Kitsuś ewidentnie musi przespać się z tematem (Shirotani, przybywaj!).
- Bez romansów, usycham :(
- Nie łam się. Możesz poczytać naszą „nowość”, czyli jedną z najbrzydszych mang, jakie kiedykolwiek widziałam! ^-^
- Też mi pocieszenie...
- Miłego wieczoru!


Joleen & Kitsune

piątek, 13 stycznia 2017

Recenzja mangi "Szkarłatny kwiat" Tomoki Hori

Zdjęcie autorstwa: Kitsune
- Dobry wieczór~! Przybywamy do Was z nową recenzją! :D
- Tym razem bez zbędnych opóźnień, za to ze sporą dawką emocji. Jesteście gotowi? To zaczynamy!
- „Szkarłatny kwiat” autorstwa Tomoki Hori kupiliśmy w zeszłoroczne wakacje. Chociaż tomik nie grzeszy ilością stron, to jednak kryje w sobie aż trzy historyjki. Pierwsza, a zarazem najdłuższa, dotyczy Kazumy - członka Yakuzy, który zostaje ranny w czasie mafijnych porachunków. Szukając schronienia, trafia do ogrodu Yukihiro.
- Młody panicz postanawia udzielić mu pomocy. Zabiera nieszczęśnika pod swój dach, gdzie z pomocą oddanych służących, Fukumi oraz Miyi, dbają o Kazunia dniem i nocą.
- Oczywiście ich nowy podopieczny nie ukrywa przed nimi kim jest i co zrobił, a domownicy zdają się nie zwracać uwagi na fakt, że prasa rozpisuje się o głośnym zabójstwie szefa mafii, a policja puka do ich drzwi...
- Dzieje się coś zupełnie innego. Kazuma po raz pierwszy w życiu ma okazję, by przemyśleć swoje postępowanie. Przekonuje się na własne oczy, że życie może wyglądać inaczej, niż do tej pory sądził.
- Do podobnych wniosków dochodzi piękny Yukihiro, który od zawsze spełnia oczekiwania innych, nie myśląc przy tym o sobie i własnych potrzebach.
- Przypadkowe spotkanie, szkarłatny kwiat na śniegu, połączy ich losy na zawsze...
- Kolejna historia ma tytuł „Od pierwszego wejrzenia”. Autorka zabiera nas na uniwersytet, gdzie uroczy okularnik Liam nie spuszcza wzroku z przystojnego Maddoxa. Jest zbyt nieśmiały, by podejść i zagadać, więc wodzi wzrokiem za ciemnowłosym.
- Skąd u niego takie dziwne hobby?
- Dobre pytanie :D Czy to zwykłe zauroczenie, czy coś znacznie poważniejszego?
- Liam będzie miał okazję to sprawdzić, gdy jego okulary zostaną zniszczone, a na pomoc rzuci się nie kto inny, jak właśnie Maddox we własnej osobie.
- W dodatku słono sobie policzy za ten akt miłosierdzia.
- Daj spokój, to tylko pocałunek ;)
- Tylko?
- Za to jaki namiętny! :D
- Przejdźmy może do ostatniej, a zarazem najciekawszej opowieści.
- Jak sobie życzysz. „Zagubione we mgle” to bardzo ciekawy dramat. Opowiada o nieszczęśliwej miłości, ale po kolei. Ethan traci ojca, z którym nie łączyły go zbyt bliskie relacje. Jednak bardziej niż śmierć najbliższego członka rodziny, dręczy go pojawienie się na cmentarzy znajomo wyglądającego mężczyzny. Kim jest tajemniczy Oliver? Co go łączyło z ojcem? I co ważniejsze... co go łączyło z samym Ethanem?!
- Tego Wam oczywiście nie zdradzimy, bo jesteśmy wredni :D
- 174 strony, trzy zupełnie inne spojrzenia na miłość. Jak ci się podobały?
- Mam mieszane uczucia w stosunku do tej mangi. Zarówno kreska, jak i sama fabuła, nie rzuca na kolana.
- Masz rację. Po przeczytaniu nie ma efektu „WOW” :(
- Czytając ją pierwszy raz, zrobiła na mnie większe wrażenie. Gdy sięgnąłem po nią dzisiaj, wydała mi się prosta i trochę infantylna. Jednak najbardziej irytuje mnie fakt, że bohaterowie wszystkich tych opowieści, są do siebie bardzo podobni.
- To prawda. Mają różne fryzury, lecz te same twarze. Czułam się tak, jakbym widziała ich w różnych rzeczywistościach xD
- Muszą się bardzo kochać, skoro ciągle się odnajdują.
- Zawsze mnie to dziwi... Manga jest niezła, rysunki staranne, więc czemu sensei powiela bohaterów w nieskończoność? Przecież nie brakuje jej talentu. Mogła się bardziej postarać! -,-
- Dla mnie to silny, drugi rząd, a dla ciebie?
- Dla mnie też. Moje życie nie odmieniło się na lepsze po lekturze. Nie było magii. „Szkarłatny kwiat” ma swoją głębię, ale trzeba się naprawdę wysilić, by ją dostrzec.
- Autorka ma potencjał, lecz odniosłem wrażenie, jakby się wahała, by w pełni rozkwitnąć :)
- Piękna metafora ;P Proponuję, by na tym zakończyć nasze rozważania.
- Kolejna recenzja pojawi się prawdopodobnie w niedzielę. Zmierzymy się wtedy w pierwszym tomem „Loveless”.
- Już teraz serdecznie Was zapraszamy ^^
- Miłego weekendu~ :D


Joleen & Kitsune

niedziela, 8 stycznia 2017

Recenzja mangi "Ty i ja etc." Kyugo

Zdjęcie autorstwa : Joleen


- Niedziela... Mój ulubiony dzień tygodnia :) Oznacza pyszny obiad, spacer i błogie lenistwo.
- Czyli dzień jak każdy inny, z tą różnicą, że spadł śnieg i marzniemy.
- Oddam ci większą część pluszowego kocyka i zrobię herbatkę *wpatruje się wzrokiem szczeniaczka, gotowy, by spełnić wszystkie pragnienia Królowej*
- To jedna z twoich licznych obietnic... *wzdycha nieprzekonana* Obiecałeś, że napiszemy recenzję, więc pora podzielić się naszymi przemyśleniami na temat mangi „Ty i ja etc.”, autorstwa Kyugo.
- Manga podzielona jest na kilka rozdziałów, czego osobiście bardzo nie lubię. Niewielu autorów jest w stanie stworzyć na tyle dobrze narysowane i napisane historie, aby zapadły głęboko w pamięć. Jak na tym tle wypada Kyugo-sensei? Dość marnie. Musiałem przeczytać mangę jeszcze raz, żeby przypomnieć sobie bohaterów. To wielki minus.
- Nie jest tak źle. „Pewnego dnia, my...” opowiada historię dwóch przyjaciół z dzieciństwa, których łączyła wspólna pasja – baseball. Iku i Kanai nie mieli sobie równych. Aż pewnego dnia doszło do groźnego wypadku... Lata lecą, jednak silna więź pozostaje. A potem jeden pocałunek sprawia, że „nasz świat jest teraz taki słoneczny”.
- Promienie słońca zaczynają parzyć w ostatnim rozdziale, gdy „Nasze etc.” dobiega końca :D
- Jedyny plus tej historii jest taki, że Kanai czyta sobie mangi yaoi, co bardzo mi się podobało xD
- Rozdział drugi „Korowód kwitnących wiśni” to kolejna szkolna historyjka. Tym razem z koszykówką w tle. Takie małe „Kuroko no Basket” ;)
- Takahisa Sugaya jest uczniem drugiej klasy liceum i poszczycić się może faktem, że wszystkie lasencje lecą właśnie nana niego. Oczywiście chłopak nie jest głupi. Wykorzystuje ich naiwność na maksa, zaliczając kogo i gdzie się da.
- Pewnego popołudnia jest świadkiem namiętnej sceny, która rozgrywa się pomiędzy szkolnym prymusem - Yu Fujishiro, a jednym z nauczycieli.
- Przerażony faktem, że wszystko się wyda, Yu płaci mu za milczenie. Ten drobny incydent, a także to, że wreszcie może porozmawiać z kimś o swoich uczuciach, zbliża chłopaków do siebie. Teoretycznie niemożliwe, ale nie w mandze...
- Oprócz wspomnianych już przez nas historyjek, na zakończenie zostało dwuczęściowe „Piękne jutro”.
- Znany pisarz, Tatsushi Kuwahara, znajduje przed domem syna swojego dawnego wykładowcy, Akirę Shinozakiego, który „kona z wycieńczenia”. Przybył do Tokyo bez kasy i planu, więc jego sytuacja nie jest zbyt różowa (znalezieni chłopcy nigdy nie wróżą niczego dobrego :D).
- Na szczęście edytorka, pani Ito, przejmuje dowodzenie i zmusza pisarza, by przygarnął dzieciaka do czasu, aż ten znajdzie pracę i stać go będzie na mieszkanie.
- Wszystko układa się dobrze do chwili, gdy okazuje się, iż ojciec Akiry nie żyje. Pisarz zabiera chłopaka i postanawia odwiedzić jego rodzinny dom. Czego dowie się na miejscu, tego Wam nie zdradzimy :D
- Pięć rozdziałów... Co o nich sądzisz?
- Najsłabszym ogniwem jest „wiśniowa opowiastka”, która najmniej mi się podobała.
- Masz rację. Gdyby zamiast niej pojawił się dodatkowy rozdział o baseballu czy pisarzu, nie uznałbym tego za wielką stratę.
- Grafika też jest bardzo przeciętna. Część rysunków mało starannych. Lubię dynamizm, ale sensei sama wspominała, że to jej pierwsze BL i ma wiele niedociągnięć.
- Nie było tragicznie, ale mogło być lepiej.
- To prawda, mogło.
- Czy warto wydać 19,90 zł?
- Dobre pytanie. Po przeczytaniu nie było efektu „wow”. Bardzo przeciętna pozycja, chociaż ładnie i bezbłędnie wydana.
- Drugi rząd na półce, prawda?
- Nie inaczej ;D
- Dziękujemy Wam za wspólnie spędzony czas.
- Kolejna (tym razem bardziej pozytywna ;p) recenzja dotyczyć będzie mangi, którą każdy z Was powinien mieć, bo jest GE-NIAL-NA!
- Domyślacie się, który tytuł mamy na myśli? ^^
- Może mała podpowiedź? Na okładce są róże :)
- Zajrzyjcie do nas we wtorek! Do zobaczenia~!


Joleen & Kitsune

wtorek, 8 listopada 2016

Recenzja mangi "Dia Game" Kotora Byaku


Zdjęcia autorstwa: Kitsune
- Witajcie Kochani! :) Zabieramy Was dzisiaj do mrocznego świata, pełnego demonów i wampirów.
- Nie będę wskazywać palcem, ale jest wśród nas osobnik, któremu tylko wampiry w głowie...
- To zbieg okoliczności *uśmiecha się zadowolony*
- Czyżby? *spogląda na liska z powątpiewaniem*

- Oczywiście. Mangę Dia Game mieliśmy już wcześniej, a to, że obecnie piszę o wampirach, czytam o wampirach i recenzuję mangi o wampirach, to życiowy bonus :D
- Jasne, jasne...
- Nie  musisz mi wierzyć, ale taka jest prawda.
- Przejdźmy może do samej  mangi. Jak zapewne wiecie, Dia Game to typowy trójkąt miłosny. Akcja rozgrywa się pomiędzy srebrnowłosym wampirem Dią, jego prześladowcą Kuro, a także spokojnym handlowcem, Totsuką.
- Nie nazywałbym Kuro prześladowcą. To po prostu łowca wampirów, który upatrzył sobie małego Dię. Wmawia wszystkim, że śledzi go tylko po to, by nieśmiertelny nie ugryzł żadnego człowieka lub nie zamienił go w wampira. A prawda jest taka, że jest wobec niego nadopiekuńczy i nieco zaborczy.
- Jego konkurent także nie próżnuje. Przygarnia wampira prostu z ulicy, dając mu dom oraz wspierając ciepłym słowem. W dodatku wygląda całkiem nieźle.
- Masz rację. Srebrnowłosy stanie przed trudnym dylematem. Odwieczny wróg czy japoński słodziak? Kogo byś wybrała?
- Ja? Trudne pytanie... Chyba Totsukę. Mam słabość do pięknych, lecz nieco pokręconych seme... ;)
- Ja wybrałbym Kuro.
- Dlaczego?
- Z powodu czarnej peleryny. Uwielbiam *w oczach liska rozbłyskają gwiazdy* Swoją drogą to nawet zabawne. Dwóch seme walczy o względu wampira-uke. WAMPIRA-UKE, Joleen... A jeszcze nie tak dawno temu mówiłaś, że to kiepski pomysł.
- I nadal tak uważam. W moich oczach to bardzo przeciętna manga. Rysunki nie rzucają na kolana, historia jest prosta...
- Jak możesz?! To jedna z moich ulubionych mang! Słodki, cukierkowy wampir i dwóch twardzieli. Bezradność z oczach Dia zupełnie cię nie kręci? *z nadzieją wpatruje się w Królową jak w obraz*
- Nieszczególnie.
- Nie słuchajcie jej. Joleen jest po prostu zazdrosna, bo pod koniec tomu Dia ma takie fajne wdzianko z kapturem, które sama chciałaby mieć :D
- Na szczęście obiecałeś, że zdobędziesz je dla mnie, więc liczę na ciebie, kochany Kitsusiu *uśmiecha się słodko*
- Czasami powinienem trzymać język za zębami *wzdycha*
- Albo się w niego ugryźć *złowieszczy chichot wypełnia pomieszczenie* Liczę na to, że zapakujesz je w różowy papier i dodasz wstążkę. Znowu odbiegliśmy od tematu. Czy warto poszerzyć swoją kolekcję o Dia Game?
- Moim zdaniem tak. To fajna jednotomówka, do tego dobrze przetłumaczona. Rysunki są raczej proste, ale sama historia specjalnie na tym nie traci.
- A dostrzegasz jakiekolwiek minusy, czy też bujasz w obłokach z wampirami?
- Minusy? Z pewnością grafika użyta na okładkę. Jest nieco wulgarna. Odejmuję za to jeden punkt.
- Nie uważasz, że manga, w porównaniu z innymi tomami, jest nieco cieńsza? W internecie znalazłam informację, że to aż 160 stron, ale mimo wszystko, czuję lekki niedosyt.
- No cóż, nie pogardziłbym dodatkowym rozdziałem, ale skoro Kotora Byaku nie narysowała więcej, więc cieszmy się tym, co jest. Moja ocena to 8/10.
- Zawyżyłeś. Nie dam więcej niż 5/10.
- Królowa jak zawsze surowa...
- Wolisz zakończyć recenzję odrobiną cukru? No dobrze. W takim razie zdradzę Wam Słodziaki w sekrecie, że kolejna recenzja ukaże się jeszcze w tym tygodniu i będzie to manga autorstwa Kou Yonedy. Zgadniecie która? ^^
- Ja wiem! Ja wiem! Jedna z moich ulubionych! Bohater wygląda jak młody Yashiro!
- A ten znowu swoje... Wybaczcie, muszę podać Kitsusiowi coś na uspokojenie. Każda wzmianka o Yonedzie-sensei za bardzo działa na jego podświadomość. Miłego wieczoru~! ;*

PS Z boku nie mylić ze zbokiem znajduje się nowa ankieta! ;)


Joleen & Kitsune