Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotori. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2017

Recenzja mangi "Lovers Doll" Kazuhiko Mishima


Zdjęcie autorstwa: Joleen
- Dobry wieczór :)
- Dlaczego witamy się tak oficjalnie?
- Bo musimy stworzyć kontrast. Jesteśmy już dorośli, a zajmiemy się lalkami...
- Mów za siebie :P
- Królowo, w moich oczach zawsze będziesz piękna i wiecznie młoda :)
- Lisku, jak zawsze wiesz co powiedzieć *drapie za uszkiem swojego wiernego poddanego* Nie zmienia to faktu, że dziś przyjrzymy się jednotomówce „Lovers Doll” autorstwa Kazuhiko Mishimy.
- Przystojny student akademii sztuk pięknych - Shin Amagi, ma bardzo nietypowe hobby. W wolnym czasie szyje ubranka dla lalek swojej przyjaciółki, Momoko. Dziewczyna jest dolfiarką (dla tych z Was, którzy nigdy wcześniej nie spotkali się z tym określeniem, polecamy wpisać w wyszukiwarkę hasło „dollfie” i przejrzeć zdjęcia lalek. Są boskie, a ceny niektórych z nich horrendalnie wysokie). Dodatkowo prowadzi także bloga, na który wrzuca swoje skarby ubrane w projekty Shina.
- Pewnego dnia trafia się nie lada gratka. Midori, kolega z roku, wypatrzył na aukcji „Krwawą Lalkę”.
- Ponoć wysysa ona krew ze swoich właścicieli... Może także spróbować ich zjeść...
- Trudno przejść obojętnie wobec takiego zagrożenia, dlatego też bardzo często wystawiana jest na licytację.
- Shin nie wierzy w tego typu brednie. Chętnie ogląda zdjęcia umieszczone w internecie... i zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Miły pan kurier dostarcza mu przesyłkę w tempie ekspresowym (nie to, co u nas... my głównie czekamy...) i postanawia zająć się tym, co lubi najbardziej, czyli projektowaniem i szyciem.
- Ponieważ jego uczucie względem nowego nabytku jest szczere, „Krwawa Lalka” ożywa i stawia swoje żądania.

 „Jesteś taki piękny. Kocham cię. Mój wzrok skierowany jest tylko na ciebie.”

- Shin ma powtarzać to zdanie co najmniej pięć razy dziennie. W zamian za to może liczyć na pełne oddanie ze strony porcelanowego chłopczyka.
- Chwileczkę, chwileczkę! On wcale nie jest taki malutki! Bez problemu może przybrać ludzką postać :D
- Po raz pierwszy zyskuje także imię.
- „Shimeji” słodko brzmi :)
- To prawda. Jednak jego charakterek pozostawia wiele do życzenia...
- Jest zazdrosny, zaborczy, kłótliwy, uparty... Robi co może, by oczy jego pana skierowane były tylko na niego. Mimo to student-projektant-krawiec nie ma mu tego za złe. Wprost przeciwnie! Uśmiecha się na samą myśl jak silnym uczuciem darzy go piękny ulubieniec.
- Zdawać by się mogło, że nic nie zakłóci tej sielanki.
- Niestety, na horyzoncie pojawia się wredny Saito... Ciemnowłosy już raz odrzucił jego uczucia. Jeśli do zranionego serca dodamy obsesję, tragedia gotowa. Czy nasi zakochani pokonają przeciwności losu? Dowiecie się po lekturze ;)
- Wstyd, jeśli jeszcze nie czytaliście tej mangi! Jest cu-do-wna! Ma wszystko to, co lubię najbardziej, czyli interesującą fabułę, dobrze poprowadzony wątek miłosny oraz niebanalnych bohaterów.
- Uwielbiam zwłaszcza to, jak Shimeji dorasta przy boku Shina. Lepiej poznaje siebie, zgłębia uczucia, które przedtem były poza jego zasięgiem. Z kolei okularnik odnajduje w sobie pokłady spokoju i cierpliwości, które będą mu naprawdę potrzebne.
- Jeśli dołożymy do tego boską grafikę, naprawdę trudno nie dać się uwieść :)
- Uwiodła cię historia lalki? Mało potrzeba ci do szczęścia, mój lisie...
- I kto to mówi? Może wyjmiemy pewną skrzyneczkę i sprawdzimy co słychać u Edwarda? ;)
- Ani się waż!
- A doktor Cullen? Nie czuje się samotny?
- Kitsune... Za chwilę twój puchaty ogon będzie należał do przeszłości! -,-
- Musimy już kończyć, bo sytuacja robi się napięta ;P Czas sprawdzić, czy dobrze zapamiętałem wszystkie drogi ewakuacyjne...
- Nie masz szans! Mam sprzęt do manewrów przestrzennych Leviego! :D (a właśnie, jutro drugi tom „Ataku tytanów” - być może już bez lisa *szatański śmiech*)
- No to pa! *ucieka w popłochu*
- Lisku, wracaj! Zrobię ci herbatkę! (z małym dodatkiem :D)

Joleen & Kitsune

środa, 22 lutego 2017

Recenzja mangi "Merry Checker" Tsuta Suzuki


Zdjęcie autorstwa: Joleen


„Nie widać mojej twarzy, nie słychać głosu. Moja tożsamość ukryta jest za zasłoną dymną.”

- Stało się! Znalazłem mangę o nas!
- Chyba żartujesz?! O nas, O NAS?!
- Królowo, sama zobacz! Mamy stalkera, w dodatku z Japonii! :D
- Lisie, o czym ty do mnie mówisz?! Dziś czytamy to, co miałeś sam wybrać. Co wybrałeś?
- „Merry Checker” autorstwa Tsuty Suzuki ^^
- To manga yaoi... Skąd pomysł, że jest o nas? O.o
- Za chwilę ci to udowodnię :) Shiomi prowadzi bardzo popularnego bloga. Dostaje mnóstwo komentarzy. Jest niezłym obserwatorem. Ludzie kochają go za to, że potrafi bezbłędnie opisać inne osoby, a przy tym unika pisania o sobie.
- Nadal nie rozumiem...
- Bo jeszcze nie skończyłem! :D Wolne chwile spędza ze znajomymi, poznanymi w sieci. Podczas jednego z takich spotkań poznaje Miyasio, popularnego internetowego pisarza.
- Przecież Miyasio to kobieta, licealistka... :-/
- Serio? Moim zdaniem to wielki kawał chłopa! :D Prawdziwy seme z krwi i kości! Miły, serdeczny... Roztacza wokół siebie specyficzną aurę, która mocno działa na innych. W dodatku pisze książki i jest popularny...
- Nie...!
- Tak :)

„Czasami pozwalam czytelnikom dostrzec swoją łagodniejszą stronę, żeby udowodnić, że nie jestem całkowicie bez serca.”

- Zrobiłeś ze mnie faceta?! Pogięło cię?!
- Musisz być facetem! Zgódź się! Chociaż na chwilę...
- Pokaż mi mangę... No dobrze... Shiomi jest zamknięty w sobie, jak ty. Lubi alkohol, jak kiedyś ty. Dostaje dużo komentarzy i... jest „słodki i uroczy”? Nie wierzę! :O
- Mówiłem! A w dodatku oni oglądają „Grę o dzwon”! I słuchają „Bijons”!
- Nie przeginaj, lisie... My tego nie słuchamy (wolimy „Careless whisper” Georga Michaela ^-^)
- Za to krótko po naszym poznaniu, wylądowaliśmy razem w łóżku, zupełnie jak Miya i jego słodziak :D
- Nie byliśmy wtedy pijani. To anime tak nas zbliżyło, a u ciebie w pokoju na leżąco ogląda się najlepiej.
- To prawda :)
- Poza tym, oni nie do końca są jak my. Seme gotuje, co ABSOLUTNIE możesz wykluczyć :D
- Wiem, wiem... Przesłałem się łudzić wieki temu...
- Jak my, ale nie jak my... W dodatku yaoi... Hmm... :)
- Raczej „mrr” :D
- Manga jest świetna i gorąco ją Wam polecamy. Dobitni pokazuje, że każdy z nas może ukrywać drugie życie.
- Ciemnowłosy okularnik - groźny szef, który rozstawia podwładnych po kątach, a po pracy... taki flirciarz. Kto by pomyślał ;)
- Ten drugi wcale nie jest lepszy - kawał chłopa, a rzuci wszystko, by kupić przyjacielowi nowe majtki...
- Wzruszyłem się :,)
- Ja też :,) Mangi zbliżają ludzi... Aż cieplej robi się na sercu! ^-^


Joleen & Kitsune

niedziela, 19 lutego 2017

Porównanie : Konbini-kun VS Książę przepisów Junko


Zdjęcie autorstwa: Kitsune


- Witajcie! :) Stwierdziliśmy, że dziś będzie na ostro ;D
- Zapraszamy Was na starcie mang! (dobrze wiemy, co siebie pomyśleliście, zboczuszki jedne :D). Tym razem na ringu zmierzą się jednotomówki Junko-sensei, a mianowicie „Książę przepisów” oraz „Konbini-kun”. Gotowi? Więc zaczynamy!
- Na samym wstępie przypomnę, że obie mangi zrecenzowaliśmy z prawdziwą przyjemnością. Uważamy je za ozdobę naszej rozrastającej się kolekcji i chętnie eksponujemy w pierwszym rzędzie ^^ To z pewnością duża zasługa wydawnictwa Kotori :) Tomiki są ładnie i bezbłędnie wydane. Gratulujemy ^-^
- Ostatecznie mówimy o słodkich i uroczych historiach romantycznych ;)
- Jest też fabuła! Nie zapominajmy o tym, gdyż to dzięki niej czytanie sprawiło nam ogromną przyjemność.
- To prawda. Obie mangi przeczytałem kilka razy i zawsze znajdowałem coś nowego, co bardzo dobrze świadczy o autorce.
- Oprócz starannych rysunków, wyróżniają się sporą dawką humoru, choć nie zabrakło i mocno wzruszających scen, jak na przykład wspomnienia Keia o dziadku, czy gimnazjalne doświadczenia Endou.
- Nie da się ukryć, że w obu mangach występuje podobny schemat. Nieśmiały uke zakochuje się w seme, który choć jest w podobnym wieku, wydaje się znacznie bardziej dojrzały emocjonalnie. Szybko zostaje przejrzany na wylot i usidlony. Ta część najbardziej mi się podoba i nie mam tego autorce za złe. Wprost przeciwnie.
- Bohaterzy drugoplanowi również mają coś do powiedzenia. Ich rola nie ogranicza się jedynie do wypełnienia tła, lecz wnoszą wiele w rozwój akcji. W „Księciu przepisów” jest to mega para Honda i Tsubasa *trochę jak Dan i Phil, ale cicho, nic nie mówiłam*
- Porównujesz Dana i Phila do Hondy i Tsubasy?! No wiesz! Nie mają przy nich żadnych szans! Jedyne wibracje, które od nich wyczuwam, to depresja z powodu ukrywania związku.
- W „Konbini-kun” nie ma drugiej pary bohaterów...
- Ale jest kotek :D oraz niesamowity rozdział „Miłość o poranku”, który uwielbiam. Nari rządzi ;)
- W sumie jest jak drugi kotek ^^ Chętnie posmyrałabym go po brzuszku :)
- Jak możesz mówić przy mnie takie rzeczy?!
- Jesteś zazdrosny? :P
- Bardzo!
- Nie powinieneś. Przecież już dawniej ustaliliśmy, że ze swoimi zdolnościami kulinarnymi nawet Kei nie dorasta ci do pięt! :D
- Mówisz tak tylko dlatego, by jakoś mnie ugłaskać *wkurza się*
- To może mam ci kupić kotka? :)
- Nie, dziękuję!
- To może kakao?
- Może...
- Wracając do tematu – którą scenę uważasz za najlepszą?
- A ty?
- W „Księciu przepisów” zdecydowanie wspólne pozowanie :)
- To prawda. A w „Konbini-kun” jak Endou został obudzone przez wspomnianego już kota :D I Nari <3
- W takim razie pozostaje nam już tylko jedno, bo woda się gotuje – którą mangę wolisz i dlaczego jest to „Książę przepisów”? :D
- Jedzenie i sprzątanie... Gdyby dołożyć do tego granie, przepadłabyś z kretesem (jeśli znacie mangę yaoi, w której bohater ma obsesję na punkcie chipsów, czystości oraz gier RPG, dajcie znać! ;D Królowa czeka na swego księcia ;P). Moim zdanie „Książę przepisów” jest ciekawszy, ale w „Konbini-kun” jest ta dodatkowa historyjka... Trudny wybór. Chyba remis :D
- Tak czy inaczej, obie mangi serdecznie polecamy :) 


Joleen & Kitsune

sobota, 4 lutego 2017

Recenzja mangi "Konbini-kun" Junko


Zdjęcie autorstwa: Joleen


- Znowu nie wyrobiliśmy się na czas, wybaczcie...
- Na swoje usprawiedliwienie powiemy tylko tyle, że to był ciężki tydzień.
- To prawda... Egzamin goni egzamin, a to nawet nie połowa sesji :(
- Nie martw się, Królowo. Damy sobie radę. A jak nie, to zostaną nam pamiątkowe bluzy :D Joleen znalazła sklep, w którym zamówiłem bluzę z Shirotanim. Wiecie co będzie się działo, gdy ją w końcu dostanę? :D
- Wolę sobie tego nie wyobrażać... Już teraz ciężko z Tobą wytrzymać, lisie! Ciągle słyszę „kocham go”, „jest taki słodki”, „ożenię się z nim”...
- Królowo! Nie bądź zazdrosna! Przecież wiesz, że zawsze będę twoim wiernym poddanym! ;)
- No oby! xD
- Nie jestem aż taki zły, prawda? Są gorsi ode mnie *rozgląda się wokoło*
- Na przykład kto?
- Na przykład gimnazjalni koledzy Endou. Wywinęli mu bardzo brzydki numer, po którym chłopak totalnie się załamał i przestał chodzić do szkoły. Przez rok praktycznie nie opuszczał swojego pokoju, gryząc się z myślami. W końcu rodzice ruszyli mu na ratunek i przekonali wujka, by zatrudnił nieszczęśnika w swoim całodobowym spożywczaku.
- Pierwsze wyjście do ludzi przypomina koszmar – Endou jest cichy i zawstydzony, a do tego sytuację pogarszają ciągłe zaczepki ze strony innego pracownika. Rosły Yamai sprawia wrażenie, że niczego się nie boi. Wydaje się nadmiernie pewny siebie i traktuje innych z góry.
- Aż pewnego dnia nasz uke jest świadkiem sceny jak z filmu – mały, czarny kotek utknął na pasach. Z przerażenia nie może się ruszyć. Światło zmienia się na zielone, wściekli kierowcy trąbią na przerażone maleństwo...
- Nie martw się, kotku! Pomoc już nadchodzi! Czy to właśnie w tej sekundzie serce Endou zabiło nieco szybciej na widok odważnych poczynań kolegi? A może stało się to w chwili, gdy poinformował go, że chętnie przygarnie puchate zwierzątko, a ten się do niego uśmiechnął?
- W każdym razie, od chwili adopcji chłopcy zaprzyjaźniają się ze sobą.
- Yamai próbuje poznać prawdę o powodach, dla których nowy przyjaciel przestał chodzić do szkoły, jednak ten nie chce o tym mówić. Bardziej rozmowni okazują się dawni koledzy, którzy coraz liczniej odwiedzają sklep wujka. Na domiar złego z Endou jest kiepski kłamca. Nie potrafi ukryć swoich uczuć... Z wypiekami na twarzy wpatruje się w obiekt swoich westchnień.
- Jak zareaguje Yamai na wieść o tym, że jest przez niego kochany i czy szkolne tajemnice ujrzą światło dziennie, nie powiemy :)
- Ale nie martwcie się, bo to jeszcze nie koniec. Junko-sensei rozpieściła nas dodatkowym rozdziałem, pod tytułem „Miłość o poranku”.
- Licealista Mahiro codziennie rano spotyka się w pewnej kawiarni ze swoim starszym o sześć lat chłopakiem. Jego ukochany „jaśnie pan” Nari zdaje się go nieco lekceważyć. Spóźnia się na spotkania, nie oddzwania, nigdy nie ma czasu... W dodatku szkolny kolega twierdzi, iż powód jest tylko jeden – zdrada!
- W końcu przelewa się czara goryczy! Po kolejnej awanturze, pełnej żalów i niedomówień, ukochany każe mu przemyśleć swoje zachowanie. Zrozpaczony chłopak przestaje odwiedzać kawiarnię i wysyłać wiadomości.
- Po co ma to robić? Przecież wszystko jednoznacznie wskazuje na to, że był tylko zabawką w rękach starszego i bardziej doświadczonego mężczyzny.
- Czy aby na pewno? W takim razie dlaczego Nari tyra jak wół i nie wraca z pracy do domu?
- Odpowiedzi nie zdradzimy, ale żałujemy, że ta historyjka była taka krótka :(
- A jak ocenimy mangę jako całość?
- Wysoko :) „Konbini-kun” autorstwa Junko-sensei to świetny umilacz czasu. Romans rozwija się powoli, choć konkretnie.
- Są smutne momenty, i wesołe, i gorące :D Każdy znajdzie coś dla siebie.
- Przeczytałem ją kilka razy i zawsze znalazłem coś nowego. To bardzo dobrze świadczy zarówno o scenariuszu, jak i rysunkach, które są naprawdę ładne.
- Zachęcamy Was to kupna, bo manga jest fajna i z pewnością nie będziecie się z nią nudzić.
- Dajcie znać, czy „Konbini-kun” zadomowił się na Waszym regale, czy też nie. My go nikomu nie oddamy ^^
- Następną recenzją będzie zapewne drugi tom „All you need is kill”. Zapraszamy! :)

 Joleen & Kitsune

sobota, 28 stycznia 2017

Recenzja mangi "Ten Count" (tom 2) Rihito Takarai


Zdjęcie autorstwa: Joleen

- Puk, puk...
- Kto tam?
- Kurier Sebastian. Przywiozłem państwa paczkę *odpowiada radośnie*
- Czy w środku jest drugi tom „Ten count” Rihito Takarai?
- Nie wiem. Miałem to tylko dostarczyć.
- Połóż karton pod drzwiami i uciekaj!
- Nie wpuszczą mnie państwo? *dziwi się mężczyzna*
- To nie są żarty! *czaimy się na niego, uzbrojeni w wielki nóż, który pomoże nam uporać się z taśmą i folią zabezpieczającą – panu Sebastianowi włos z głowy nie spadł, serio :D*
- Ale podpis... *dostawca mang w dalszym ciągu wykazuje niczym nie uzasadnioną radość*

*Kitsuś niechętnie uchyla drzwi, coś bazgrze na panelu, po czym przechwytuje karton i pędem biegnie do swojej sypialni*

- Nareszcie! Masz pojęcie ile na niego czekałem?!
- Tak, tak... Weź go sobie, ja zajmę się pozostałymi „dziećmi” *błyszczące oczy Królowej dostrzegają jeden z wymarzonych tomików. Który? Powiemy Wam wkrótce :)*

*Mój skarb! Muszę koniecznie umyć ręce i mogę zabierać się za czytanie!*

- Warto było wstawać o świcie, by czaić się na kuriera? *śpiąca Królowa, to zła Królowa*
- Pytanie! Pewnie, że warto.

„Niech to będzie nasz pierwszy i ostatni uścisk dłoni.”

- To dramatyczne wspomnienie prześladuje Shirotaniego. Strata przyjaciela boli go na tyle mocno, że nie jest w stanie wyjść z mieszkania. Przestaje chodzić do pracy. Odcina się od otoczenia, nie odbiera od nikogo telefonu...
- Na szczęście prezes Kuramoto oraz Mikami, bliski znajomy z firmy, który wie o jego chorobie, trzymają rękę na pulsie.
- Mikami dzwoni do Kurose, by poprosić go o pomoc. Ten od razu reaguje. Prosi Shirotaniego o spotkanie w ulubionej kawiarni.
- Cierpliwość popłaca :D Roztrzęsiony mizofobik wpada do środka niczym tornado! Ale to nie wszystko. Żąda od terapeuty, by zostawił go w spokoju! Jego szczerość zostaje nagrodzona wyznaniem, którego się nie spodziewał – Riku go kocha ^^
- I pożąda „Jeśli będę przy tobie, prędzej czy później stracę nad sobą kontrolę i znowu cię dotknę”... Dotyk innych wzbudza w Shirotanim niepokój i obrzydzenie. Czy zrobi wyjątek dla swojego „przyjaciela”?
- Tym bardziej, że Kurose nie bawi się w półśrodki, jeśli wiecie co mamy na myśli :D Wystarczy pochwycić ofiarę i rzucić ją na swoje łóżko, a potem... Co sądzisz o drugim tomie? Równie udany jak pierwszy?
- Udany? To arcydzieło! Długo rozmyślałem czemu ta manga tak na mnie działa i w końcu wiem :)
- Podzielisz się z nami tą wiedzą? Nalegam ^^
- Królowo, zastanawiałaś się dlaczego oznaczono ją jako „+18”?
- Ze względu na wiadome sceny, które są w niej zawarte?
- Nie tylko dlatego. Między bohaterami wyczuwa się prawdziwą chemię :) Dorośli faceci, którzy stopniowo się w sobie zakochują. Coraz wyraźniej widać, że to co jest między nimi, powoli wymyka się spod kontroli. My jesteśmy zachwyceni, prawda?
- Tak :) Zdajemy sobie sprawę, że „Ten count” nie jest dla wszystkich. Jeśli jednak lubicie historie o nieco głębszym podłożu, to serdecznie polecamy!
- I zaczynamy mozolne odliczanie do tomu trzeciego...
- Nie martw się, nie będzie tak źle. Czym są te dwa miesiące wobec wieczności?
- Jak możesz? Czy ja ci wypominam, że twoja ulubiona seria utknęła na tomie trzecim?
- To zupełnie odmienna sytuacja.
- Jasne, jasne...
- Tom czwarty wyjdzie, zobaczysz! Niedługo będzie mój *lisia Królowa przechodzi ciężki atak paniki*
- Spokojnie... Zrobimy sobie kakao i będziemy się wspierać, tak jak robiliśmy do tej pory, dobrze? *lisek nie szczędzi czułości*
- Obiecujesz? *wpatruje się w niego załzawionymi oczami*
- Obiecuję ;)
- W takim razie zapraszamy Was na jutro. Wrzucimy recenzję drugiego tomu „Olimposa” :D


Joleen & Kitsune

wtorek, 17 stycznia 2017

Recenzja mangi "Beautiful days" Hiro Madarame

Zdjęcie autorstwa: Joleen
- Wtorkowy wieczór. Za oknem mróz. A u nas? Herbata, mangi i błogi relaks...
- Lisie, ty chyba oszalałeś! W tym tygodniu mam cztery zaliczenia! Masz pojęcie ile muszę się jeszcze nauczyć?!
- W takim razie nie wszyscy oddają się błogiemu relaksowi xD Tak jak obiecaliśmy, dzisiaj przyjrzymy się z bliska mandze Hiro Madarame pod tytułem „Beautiful days”. Co ciekawe, po raz pierwszy mamy zupełnie różne opinie, więc...
- „Różne opinie”? Próbujesz ukryć fakt, że PO RAZ PIERWSZY nie przeczytałam mangi do końca!
- No cóż, Królowo. To twój wybór, ale zacznijmy od początku :) „Beautiful days” opowiada historię Asahiego. Jako dziewięcioletnie dziecko został on porzucony przez swoją matkę. Zagłodzony i w bardzo złym stanie liczy na to, że kobieta po niego wróci... Niestety, nic takiego nie ma miejsca. Za to pojawia się Natsume – student, który stawia właśnie pierwsze kroki na szczeblach zawodowej kariery. Nie umie przejść obojętnie wobec umierającego na ulicy dziecka. Przygarnia chłopca do siebie, dając mu dom.
- Z tego co pamiętam, nienawidzisz historii, w których ktoś zostaje przygarnięty wprost z ulicy...
- To prawda, lecz ta manga jest inna. Sposób, w jaki autor zilustrował te wydarzenia, jest po prostu wstrząsający...
- Mam inne zdanie na ten temat...
- Wróćmy do naszej historii. Mija siedem lat. Asahi nadal mieszka ze swoim wybawcą. Chodzi do szkoły, zajmuje się domem, licznymi zwierzętami, które jego „wujek” przyprowadza z ulicy. Opiekuje się także samym Natsume, który mnie osobiście nieco rozczarował. Wydawało mi się, że skoro ktoś potrafi okazać serce porzuconemu dziecku, czy kiciusiowi, to jego charakter będzie bardziej poukładany. Tymczasem Natsume jest roztrzepanym bałaganiarzem, który lubi zakrapiane imprezy i często sprasza do domu przygodnie poznanych partnerów, dokładając Asahiemu dodatkowych obowiązków. Niektórzy z nich zostają na jedną noc, inni na dłużej. Generalnie nie potrafi on ogarnąć swojego życia uczuciowego, przez co ciągle jest sam.
- Aż pewnej nocy robi coś naprawdę złego. Wraca pijany do domu i wymusza na swoim podopiecznym pocałunek... Jakby tego było mało, następnego dnia pojawia się Hiromi, jego nowy chłopak, z którym umawiał się na studiach. Nie muszę Wam chyba tłumaczyć, co to oznacza dla Asahiego, prawda?
- Manga kryje w sobie także drugą historię. Misato Kawano związał się z przystojnym doktorantem. Nie zapałał do niego gorącym uczuciem. Wprost przeciwnie. Kieruje nim zemsta... Jak się okazuje, także jego wybranek, Mei, widzi w „Sato” tylko substytut kogoś innego... Co z tego wyniknie? Musicie koniecznie przeczytać, bo jest to najbardziej pokręcona i wciągająca opowieść, jaką kiedykolwiek miałem w łapkach :)
- I to nas właśnie poróżniło... W moich oczach Madarame-sensei nie umie rysować. Rysunki są wstrętne, rozmyte i bardzo trudno się na nie patrzy. Z kolei dla Kitsusia, przypominają one akwarele... I niech nie zwodzi Was ta wyjątkowo piękna okładka! Środek jest po prostu okropny! >.<
- Zgadzam się w kwestii okładki. Jeśli przyjrzycie się jej z bliska, zakochacie się :D Jednak nie jest to manga dla każdego. Rozdziały w niej zawarte są tragediami. Bohaterowie nie wiodą słodkiego życia. Nie ma tam żartów, czy lajtowych gagów. Sposób narracji także jest inny. Większość tekstu stanowią przemyślenia, z których dowiadujemy się sporo o wnętrzu naszych narratorów. Dialogi zdają się być okrojone do minimum. Całość robi piorunujące wrażenie.
- Tylko pod warunkiem, że dodajesz ideologię gdzieś, gdzie jej nie ma. To wyjątkowo brzydka manga o przepięknej okładce...
- Mylisz się. To bardzo trudne perypetie miłosne, przepełnione ludzkimi tragediami. Konające na ulicy dziecko, które z głodu słyszy głosy, samobójstwo z powodu zdrady, zaborczość i spora dawka zazdrości.
- Sami musicie ocenić, czy warto zapoznać się z tą mangą bliżej. Ja uważam, że nie.
- A ja uważam, że to pozycja obowiązkowa. Nie każdego z Was uwiedzie, to pewne, ale te rozmyte obrazy zapadają głęboko w pamięć i o to chodziło autorowi :)
- Jeśli czytaliście „Beautiful days” lub inne dzieła Madarame-sensei, koniecznie dajcie znać co o nich sądzicie.
- Na kolejną recenzję zapraszamy już w czwartek. Będzie to albo drugi tom Ten Count, albo...
- Nie mów, zrobimy im niespodziankę ;)
- Niespodziankę? Myślisz o tym samym, co ja? ^^
- O słodyczach? Zawsze! xD
- Niech będą słodycze ;P To do czwartku! ^^


Joleen & Kitsune

piątek, 13 stycznia 2017

Recenzja mangi "Szkarłatny kwiat" Tomoki Hori

Zdjęcie autorstwa: Kitsune
- Dobry wieczór~! Przybywamy do Was z nową recenzją! :D
- Tym razem bez zbędnych opóźnień, za to ze sporą dawką emocji. Jesteście gotowi? To zaczynamy!
- „Szkarłatny kwiat” autorstwa Tomoki Hori kupiliśmy w zeszłoroczne wakacje. Chociaż tomik nie grzeszy ilością stron, to jednak kryje w sobie aż trzy historyjki. Pierwsza, a zarazem najdłuższa, dotyczy Kazumy - członka Yakuzy, który zostaje ranny w czasie mafijnych porachunków. Szukając schronienia, trafia do ogrodu Yukihiro.
- Młody panicz postanawia udzielić mu pomocy. Zabiera nieszczęśnika pod swój dach, gdzie z pomocą oddanych służących, Fukumi oraz Miyi, dbają o Kazunia dniem i nocą.
- Oczywiście ich nowy podopieczny nie ukrywa przed nimi kim jest i co zrobił, a domownicy zdają się nie zwracać uwagi na fakt, że prasa rozpisuje się o głośnym zabójstwie szefa mafii, a policja puka do ich drzwi...
- Dzieje się coś zupełnie innego. Kazuma po raz pierwszy w życiu ma okazję, by przemyśleć swoje postępowanie. Przekonuje się na własne oczy, że życie może wyglądać inaczej, niż do tej pory sądził.
- Do podobnych wniosków dochodzi piękny Yukihiro, który od zawsze spełnia oczekiwania innych, nie myśląc przy tym o sobie i własnych potrzebach.
- Przypadkowe spotkanie, szkarłatny kwiat na śniegu, połączy ich losy na zawsze...
- Kolejna historia ma tytuł „Od pierwszego wejrzenia”. Autorka zabiera nas na uniwersytet, gdzie uroczy okularnik Liam nie spuszcza wzroku z przystojnego Maddoxa. Jest zbyt nieśmiały, by podejść i zagadać, więc wodzi wzrokiem za ciemnowłosym.
- Skąd u niego takie dziwne hobby?
- Dobre pytanie :D Czy to zwykłe zauroczenie, czy coś znacznie poważniejszego?
- Liam będzie miał okazję to sprawdzić, gdy jego okulary zostaną zniszczone, a na pomoc rzuci się nie kto inny, jak właśnie Maddox we własnej osobie.
- W dodatku słono sobie policzy za ten akt miłosierdzia.
- Daj spokój, to tylko pocałunek ;)
- Tylko?
- Za to jaki namiętny! :D
- Przejdźmy może do ostatniej, a zarazem najciekawszej opowieści.
- Jak sobie życzysz. „Zagubione we mgle” to bardzo ciekawy dramat. Opowiada o nieszczęśliwej miłości, ale po kolei. Ethan traci ojca, z którym nie łączyły go zbyt bliskie relacje. Jednak bardziej niż śmierć najbliższego członka rodziny, dręczy go pojawienie się na cmentarzy znajomo wyglądającego mężczyzny. Kim jest tajemniczy Oliver? Co go łączyło z ojcem? I co ważniejsze... co go łączyło z samym Ethanem?!
- Tego Wam oczywiście nie zdradzimy, bo jesteśmy wredni :D
- 174 strony, trzy zupełnie inne spojrzenia na miłość. Jak ci się podobały?
- Mam mieszane uczucia w stosunku do tej mangi. Zarówno kreska, jak i sama fabuła, nie rzuca na kolana.
- Masz rację. Po przeczytaniu nie ma efektu „WOW” :(
- Czytając ją pierwszy raz, zrobiła na mnie większe wrażenie. Gdy sięgnąłem po nią dzisiaj, wydała mi się prosta i trochę infantylna. Jednak najbardziej irytuje mnie fakt, że bohaterowie wszystkich tych opowieści, są do siebie bardzo podobni.
- To prawda. Mają różne fryzury, lecz te same twarze. Czułam się tak, jakbym widziała ich w różnych rzeczywistościach xD
- Muszą się bardzo kochać, skoro ciągle się odnajdują.
- Zawsze mnie to dziwi... Manga jest niezła, rysunki staranne, więc czemu sensei powiela bohaterów w nieskończoność? Przecież nie brakuje jej talentu. Mogła się bardziej postarać! -,-
- Dla mnie to silny, drugi rząd, a dla ciebie?
- Dla mnie też. Moje życie nie odmieniło się na lepsze po lekturze. Nie było magii. „Szkarłatny kwiat” ma swoją głębię, ale trzeba się naprawdę wysilić, by ją dostrzec.
- Autorka ma potencjał, lecz odniosłem wrażenie, jakby się wahała, by w pełni rozkwitnąć :)
- Piękna metafora ;P Proponuję, by na tym zakończyć nasze rozważania.
- Kolejna recenzja pojawi się prawdopodobnie w niedzielę. Zmierzymy się wtedy w pierwszym tomem „Loveless”.
- Już teraz serdecznie Was zapraszamy ^^
- Miłego weekendu~ :D


Joleen & Kitsune

środa, 11 stycznia 2017

Recenzja mangi "Keep out" Hirotaka Kisaragi i Yuka Hichiwa

Zdjęcie autorstwa: Joleen
- Dobry wieczór :) Śpicie już?
- Nie śpijcie! :D Specjalnie dla Was napisaliśmy nową recenzję! ^^
- Miała się ukazać wczoraj... *zawstydzony chowa się za swoim puszystym ogonem* Bardzo Was przepraszamy za to małe opóźnienie. Niestety, studenckie życie nie jest proste... Dzielnie walczymy z testami z ekonomii. Póki co tylko trzy z nich zaliczyliśmy na 100%, a czeka nas jeszcze egzamin...
- To twoje zadanie. Ja w tym czasie sobie poczytam ;P
- Tym razem mamy prawdziwą „perełkę”. „Keep out” to manga idealna. Jest pięknie narysowana, historia romantyczna i niesamowicie wciągająca, a co najważniejsze, ma aż 250 stron! Jestem w niej bezgranicznie zakochany ;)
- To prawda. Odkąd Kitsuś wyjął ją z kartonu, nie potrafi się z nią rozstać. Nawet pierwszy tom Ten count poszedł w odstawkę... Boję się, co będzie dalej... xD
- Potem będziemy się tym martwić :P Zanim opowiem Wam o tym cudzie, spójrzcie na okładkę. Przedstawia ona ciemnowłosego właściciela koncernu - Kagamiego oraz przepięknego ochroniarza - Fuyukiego. Radzę Wam dobrze przyjrzeć się (zwłaszcza temu drugiemu). Właśnie tak powinni wyglądać wszyscy bohaterowie mang yaoi! Gdy go widzę, moje serce krzyczy „TAK!” i robi doki-doki :D
- Jak ja mam pracować w takich warunkach... Ogarnij się, lisie... -,-

- Królowo, nic nie rozumiesz. To on! Ideał uke! Ma loczki, pistolet, róże, garnitur... Wspominałem już o loczkach?
- Tak, wspominałeś... A ideałem uke jest dla mnie Peter Parker aka Andrew Garfield (zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach na Złotych Globach! *Q* Przez kilka ostatnich dni nie potrafię myśleć o niczym innym! >.<). I Peter nie ma loczków... Wracając do tematu. Kagami ma licznych wrogów, którzy bez mrugnięcia okiem wpakowaliby mu kulkę w łeb.
- Właśnie dlatego potrzebuje Fuyukiego :) Ponętny ochroniarz ma jednak swoje plany. Jest świetnie wyszkolonym antyterrorystą. Marzy o czymś poważniejszym, niż niańczenie rozkapryszonego i wiecznie narażającego się na niepotrzebne ryzyko biznesmena.
- To prawda. Jeśli dodamy, że został on oddelegowany do ochrony osobistej na specjalne życzenie swojego szefa, sytuacja nieco bardziej się krystalizuje, prawda?
- Powiedz wprost – Kagami jest tak bardzo zakochany w tym słodziaku, że prosi go o rękę już na 23 stronie! :D Jego uczucia są wprost proporcjonalne do olbrzymiego pierścionka, który wybrał dla swojego ukochanego...
- Nie wahałabym się ani chwili :P
- Serio? Fuyuki jest innego zdania ;)
- Trafiła kosa na kamień. Zdeterminowany Kagami nie cofnie się przed niczym, by zdobyć serce swojego wybranka i udowodnić mu siłę swojego uczucia. Czy mu się uda?
- I co ważniejsze, czy zdoła przy tym zachować życie? Tego wszystkiego dowiecie się kupując mangę :)
- Chwileczkę! Ta manga to „perła” nie bez powodu! Za plecami głównych bohaterów rozgrywa się równie namiętny, chociaż sekretny romans :)
- Osobisty sekretarz Kagamiego, przystojny i doskonale zorganizowany, Shen Yi rozkochał w sobie Kadokurę, bezpośredniego przełożonego Fuyukiego. W dodatku, by go zadowolić, zamienia się w kota :D Czy można chcieć więcej?
- Gorąco zachęcamy Was do zakupu! :) Z tą mangą z pewnością nie będziecie się nudzić. Uwiedzie Was równie szybko, jak Kitsusia :D
- Ja nie jestem uwiedziony, a zakochany ;P
- Pierwszy rząd na półce?
- Na jakiej półce?! Będę z nią spał!
- Nie możesz z nią spać. Pogniecie się. Co powiesz na taki mały podeścik?
- Nie oddam jej! Chcę się nacieszyć loczkami Fuyukiego... !
- To może bardziej eksponowane miejsce? Postawimy ją przy „Złamanych skrzydłach”. Co ty na to?
- Nie! *tuli do siebie to bezcenne arcydzieło*
- Kitsuś, daj mi poczytać...
- Nie!
- Muszę wziąć sprawy w swoje ręce, a już teraz zapraszam na kolejną recenzję. Specjalnie dla Was wybraliśmy „Szkarłatny kwiat”. Do zobaczenia w piątek~! ;)


 Joleen & Kitsune

piątek, 2 grudnia 2016

Recenzja mangi "Ten Count" (tom 1) Rihito Takarai


Zdjęcie autorstwa: Joleen

- W końcu ją mamy! Mangę, na którą czekaliśmy z niecierpliwością!
- Mów za siebie, lisku. Ja już dawno przeczytałam wszystkie dostępne tomy po angielsku... ^-^
- Moja droga, zapominasz, że początkujące ze mnie yaoista.
- Nie ma czegoś takiego! xd
- Stworzyłaś potwora...
- Raczej odkryłam diament, ukryty w starym, zakurzonym kufrze, na strychu! ;P
- Żadne z nas nie ma strychu. Mieszkamy w bloku...
- Nie kłóć się ze mną! Pamiętaj, że zawsze wiem lepiej!
- Dobrze, już dobrze...
- Więc jak podobała ci się manga?
- Jest cudowna! Warto było czekać i kupić w przedpłacie :)
- To prawda. Może więc powiedzmy parę słów o samej historii?
- Główny bohater to Tadaomi Shirotani, bardzo przystojny sekretarz prezesa z nietypowymi problemami. Ma obsesję na punkcie zarazków. Bezustannie myje ręce i odkaża wszystko spirytusem.
- Nie chcę wskazywać nikogo palcem, ale znam pewnego liska, który ciągle myje ręce...
- Serio? *nerwowo się śmieje*
- Ile razy dziennie oddajesz się tej czynności z lubością?
- Nie wiem... Nie liczyłem, ale dużo. Za to nie używam spirytusu *pęka z dumy*
- Jeszcze go nie używasz...
- Wróćmy do tematu. Podczas niefortunnego wypadku, ranny zostaje szef Shirotaniego - prezes Kuramoto, a przypadkowy nieznajomy udziela mu pomocy.
- Tak się szczęśliwie złożyło, że ten „przypadkowy nieznajomy” to zniewalająco piękny i tajemniczy psycholog kliniczny Riku Kurose, który proponuje naszemu pedantowi wspólne wyjście z choroby. Każe wypisać dziesięć rzeczy, które najbardziej przerażają biednego sekretarza i krok po kroku przezwyciężyć natręctwa.
- Shiratani dzielnie bierze się do roboty, lecz nie ze względu na mizofobię... Ofiarowana przez Kurose przyjaźń oraz szybko bijące serce oznaczają, że chłopak wpadł po uszy...
- Byle nikt ich nie dotykał ;D
- Mamy nadzieję, że czujecie się podekscytowani i z wypiekami na twarzy pognacie do najbliższej księgarni, by wzbogacić swoją kolekcję o „Ten count”.
- Historia i rysunki są na bardzo wysokim poziomie. Kreska sensei Rihito Takarai jest lekka i eteryczna, przez co czytanie to sama przyjemność.
- Plusem jest także to, że Kotori bardzo się postarało. Manga jest wydana wręcz idealnie. Na regale aż błyszczy wśród innych skarbów! :)
- Do tego dobre tłumaczenie i zero błędów.
- My jesteśmy urzeczeni i z pewnością zakupimy resztę tomików.
- Zgadzam się z tobą. Koniecznie musimy je mieć! :D A do tego czasu, Kitsuniu, może wybierzemy się razem do sklepu, gdzie będziesz dotykać tych wszystkich „brudnych” rzeczy, a potem wrócisz do domu i nie umyjesz rączek, co ty na to?
- Nie.Ma.Takiej.Opcji! Odmawiam! *odwraca się plecami*
- Nie bądź taki. Oddam ci ostatnią pomarańczę z lodówki... *kusi*
- Naprawdę? *lisie oczy zaczynają płonąć ze szczęścia* Zrobiłabyś to dla mnie?
- Szczerze? Dawno temu ją zjadłam, ale wiem jak lubisz zakupy, więc... xD
- Szczerze? Czasami żałuję, że nie interesują mnie faceci... W mangach yaoi tacy słodcy uke jak ja zawsze otaczani są opieką...  *obrywa mangą w głowę* Za co?!
- Za całokształt -,-
- Dzięki, Królowo. Jesteś kochana...
- Nigdy o tym nie zapominaj! :3


Joleen & Kitsune

środa, 23 listopada 2016

Recenzja mangi "Chłopak z sąsiedztwa" Suzuki Tsuta

- Mówi się, że dobry sąsiad jest lepszy niż zły pies.
- W takim razie nie muszę się niczego obawiać, skoro to ty jesteś moim sąsiadem! :D
- Nie mówiąc już o tym, że masz psa *głaszcze po łebku małą kulkę futra*
- Nie każdy ma tyle szczęścia. Są wśród nas bohaterowie mang, którym okrutny los rzuca same kłody pod nogi...
- Brzmi jak fabuła „Chłopaka z sąsiedztwa”, autorstwa Suzuki Tsuta?
- Dokładnie tak :) Mitsuya ma poważny problem. Prześladuje go pech w postaci bardzo atrakcyjnego i o trzy lata starszego Noboru.
- Pech tym większy, że mieszka w okolicy. Widuje go codziennie, bo przyjaźni się z jego starszym bratem.
- Ty nie przyjaźnisz się z moim starszym bratem...
- Masz na myśli kolesia, który zaparkował na moim kocu plażowym, jest wkurzający i zawsze się spóźnia? To nie jest materiał na przyjaciela *z oburzenia aż mu się lisie futro nastroszyło*
- Brat Noboru to super słodziak! Inteligentny, wesoły i w dodatku ma dobry gust! ^^ Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że czuje coś więcej do swojego przyjaciela. Co się robi w takiej sytuacji?
- Jak to co? Postępujemy jak Mitsuya xD
- Słuchaj rad napalonego gimnazjalisty, a daleko zajdziesz ;p
- Jesteś zbyt surowa. Ten gimnazjalista obmyślił świetny plan. Zwabia obiekt swoich westchnień do domu. Wykorzystuje nieobecność brata i... przechodzi do ataku.
- A potem żyje dziesięć lat gnębiony wyrzutami sumienia...
- Moim zdaniem to jest w tym najlepsze! Przez ten czas wiele się zdarzyło. Różne kobiety go rzucały, praca zaczęła dawać w kość, a on dalej brnie do przodu, zastanawiając się „a co by było, gdyby...”.
- W takich sytuacjach trzeba zdać się na przeznaczenie.
- Przeznaczenie zaśmiało mu się perfidnie w twarz, gdy wracając do domu spotkał na klatce nowego sąsiada :)
- Chwileczkę, czy ten nowy sąsiad nie wygląda znajomo? Czy nie mieszka dokładnie trzy mieszkania dalej? Hmm...
- „Serce mi bije jak szalone i nie mogę nic na to poradzić. Nawet po tylu latach moje uczucia ani trochę się nie zmieniły”.
- To masz też problem, bo twój nowy/stary sąsiad właśnie zatrzasnął ci drzwi przed nosem! :D
- Nie powiemy Wam, co dzieje się dalej (a dzieje się), bo nie chcemy psuć radości z czytania ;)
- Manga jest lekka i przyjemna. Akcja wartka, a do tego na sam koniec dostajemy dodatkowy rozdział „Sen widziany na tafli morza”.
- Niewiele się w nim dzieje i osobiście wolałbym, aby go nie było...
- Masz żal do autorki?
- Tak. Po raz pierwszy od dawna trafiła mi się manga, gdzie bohaterowie to nie narwani licealiści. Byli dorośli i mieli „dorosłe problemy”, które ciągnęły się za nimi od czasów szkolnych. Szkoda, że nie ma takich więcej :(
- Nie martwcie się, Kitsuś żartuje. Wydaje mu się, że czasy gimnazjum ma już za sobą, a tymczasem kto jak nie ty zarywa noce, by czytać o problemach miłosnych innych? Tak nie zachowują się dorośli, mój drogi.
- A jak się zachowują?
- Zapraszają przemiłe sąsiadki na herbatę, gotują im makaron i pieką ciastka *uśmiecha się uroczo*
- Reasumując... jeśli spełnię twoje zachcianki, zasłużę na miano dobrego chłopaka z sąsiedztwa? :)
- Nie inaczej ^-^
- W takim razie... dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas i lecę nastawić wodę! *biegnie w pośpiechu w stronę kuchni*
- Na koniec dobra nowina - dostaliśmy (w końcu... zostawiamy to bez komentarza, bo czekanie nie jest naszą mocną stroną) paczkę z mangami, więc szykujcie się na nowe recenzje!! :3


Joleen & Kitsune

piątek, 18 listopada 2016

Recenzja mangi "Kochać mimo wszystko" Kou Yoneda

Autorstwo zdjęcia: Kitsune


- Kochani, jestem bardzo złym liskiem. Wybaczcie *chowa się za swoim puszystym ogonem*
- Ktoś nie przepisał recenzji na czas... *zniecierpliwiona uderza różowymi paznokciami o blat biurka*
- Nie gniewaj się na mnie, proszę! Miałem sporo rzeczy na głowie!
- Na przykład jakich?
- To tajemnica *uśmiecha się*
- Może to miłość tak na ciebie działa?
- Może... Kto wie... *rozważa wszystkie za i przeciw*
- W każdym razie, przychodzimy dziś do Was z bardzo fajną mangą, autorstwa Yonedy-sensei, pod czarującym tytułem „Kochać mimo wszystko”. Jest to opowieść powiązana z naszym ukochanym „Labiryntem uczuć”. Nie oznacza to jednak, że nie możecie potraktować jej jako jednotomówki. Obie historie nieco się uzupełniają, chociaż dotyczą dwóch różnych par.
- Przejdźmy do naszych bohaterów. Deguchi Hirumi pracuje w dziale sprzedaży. Jest gejem i ma swoje zasady. Nie wiąże się w kolegami z pracy. Woli jednorazowe przygody, bez żadnych zobowiązań. Poznajemy go w chwili, gdy w jego firmie wybucha mała bomba towarzyska. Jeden z pracowników, (dobrze nam już znany) Shima, jest podejrzewany o romans. Sytuację zaognia fakt, że jego domniemany partner ma dziewczynę.
- Deguchiemu nie podoba się fakt, że Shima zachowuje się jak ofiara losu (z resztą nie tylko jemu :D). Jako miły i wyluzowany koleś, wziąłby sprawy w swoje ręce i śmiało stawił im czoła.
- Zamiast tego idzie na spotkanie z kolegami, podczas którego poznaje Onodę Ryou - miłego okularnika, poniewieranego przez swoją dziewczynę.
- Tak, to ten sam Onoda, który był naszym ulubionym bohaterem drugoplanowym (często nazywany przez Joleen mianem „gossip boy”). Tym razem los rzuca go na pierwszą linię ognia.
- I radzi sobie całkiem nieźle. Najpierw pomiata nim dziewczyna. Potem sam się zakochuje w zajętym facecie... xD
- Nie mówiąc już o tym, że jest jeszcze Deguci i jego gorące uczucie.
- Z początku nic nie wskazuje na to, że między tą dwójką będzie coś więcej, aż do chwili, gdy nasz okularnik łapie przeziębienie, a druh od kieliszka postanawia się nim zaopiekować.
- No i wisienka na torcie - nie zauważa uczuć Harumiego.
- Brzmi ciekawie? Moim zdaniem bardzo ;D
- Wszystkie mangi Kou Yonedy charakteryzują się świetnymi historiami, które skrywają w sobie tą magiczną głębię, której poszukujemy.
- Pewnie zastanawiacie się, co było dalej? Czy przyjaźń przerodzi się w miłość? Jak długo można być zakochanym, nie mówiąc swojemu wybrankowi ani słowa? I jak to jest być zakochanym w kimś, kto kocha kogoś innego? Na te i inne pytania, nie będziemy Wam zdradzać odpowiedzi, ale...
- Ale kupno tej mangi to obowiązek! >.< Jeśli jeszcze jej nie macie, radzimy Wam bliżej się z nią poznać. Naprawdę warto! :)
- Nie mówiąc już o tym, że znowu wraca szef podobny do Yashiro :D
- Wydawało mi się, iż wspominałeś coś o tym, że sam Deguchi wygląda jak młody Yashiro, hmm?
- Bo wygląda! Jest słodziakiem!
- Podoba ci się? O.o
- Bardzo! Przecież wiesz ;) Jeśli dobrze się przyjrzeć, to Onoda przypomina Doumekiego...
- Jesteś niemożliwy!
- Co wyróżnia mangę na tle innych?
- Moim zdaniem autorka w bardzo ciekawy sposób przedstawia różnicę między przyjaźnią i miłością.
- Na szczęście my nie mamy problemów, by odróżnić te dwa uczucia, prawda? ^-^
- My? Ależ skąd :P
- Bardzo dziękujemy za wspólnie spędzony czas.
- Odwiedźcie nas w niedzielę. Pojawi się wtedy recenzja „Chłopaka z sąsiedztwa”.
- Miłego weekendu.
- Pa pa~ :)


Joleen & Kitsune

poniedziałek, 31 października 2016

Recenzja mangi "Książę przepisów" Junko


Zdjęcia autorstwa Kitsune
- Witajcie! Dawno nie było żadnej recenzji, więc trzeba to szybciutko zmienić xD
- Tym bardziej, że dzisiaj zabieramy Was do świata wykwintnej kuchni „Księcia przepisów”, autorstwa Junko.
- Najpierw mały cytat z pierwszej strony mangi, by rozbudzić Wasz apetyt „Smaczna potrawa jest w stanie poruszyć ludzką duszę”... Czy twoje kubki smakowe drżą w oczekiwaniu? ;D
- A przyniosłaś coś dobrego do jedzenia?
- Biurko tonie w żelkach... Zajmijmy się pracą, a potem przyjdzie czas na przyjemności.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, Królowo :)
- Grzeczny lisek *głaszcze Kitsusia po czuprynie* W takim razie oddajmy głos ekspertowi. Jak ci się podobała twoja pierwsza kulinarna manga, mój lisi następco Gordona Ramsaya?
- Szczerze? Była słodka. Głównym bohaterem jest uroczy Kei, który wylewa siódme poty w szkole gastronomicznej. Chłopak nie ma lekko. Dojazdy go wykańczają.
- Nie jest przecież tak źle. Kolega proponuje mu wynajęcie pokoju niedaleko szkoły. Dobra lokalizacja oraz niski czynsz przyczyniają się do podjęcia męskiej decyzji o przeprowadzce.
- To była dobra decyzja? Polemizowałbym...
- No wiesz... Czym jest mieszkanie w chlewie ze współlokatorami, którzy nie przepadają za porządkiem, skoro codziennie możesz się wyspać i oszczędzasz czas potrzebny na dojazdy?
- W moich oczach to robi olbrzymią różnicę! Jestem przyzwyczajony do porządku.
- Kitsuś i porządek... Świetny żart... * Joleen wybucha szczerym śmiechem *

*pół godziny później*

- Koniec chichotania? Możemy kontynuować, mój drogi Kapralu Levi?
- Bardzo proszę.
- Jeśli zamierzasz dalej się ze mnie śmiać, wychodzę.
- Zamierzam. Poza tym jesteśmy w twoim mieszkaniu. Gdzie chciałbyś pójść?
- Do sklepu.
- Pójdziemy razem, jak tylko skończymy pisanie. Wracając do naszych bohaterów. Kei się przeprowadza i BUM! Trafia go grom z jasnego nieba w postaci bardzo przystojnego początkującego aktora/modela/barmana/ciacha, Shouheia.
- Przesadziłaś z tym ciachem... *wkurza się*
- Lisek ma znowu atak zazdrości? Zjedz żelka...
- Żelek nie jest lekarstwem na wszystko!
- Na ciebie działa bez zarzutu *przytula* Nie dosyć, że współlokator jest niczego sobie, to jeszcze do łez wzrusza go kuchnia Keia i często rzuca dwuznacznym tekstem „Może pójdziemy do mnie?”.
- Skoro jesteśmy już przy zabawnych sytuacjach, to popłakałem się ze śmiechu czytając „Taki z ciebie opiekun, jak z kociej dupy worek na mąkę” :D Tłumaczenie Kotori jak zawsze wymiata ;)
- Rzeczywiście, to było niezłe :) Nie znałam wcześniej tego powiedzonka.
- Czy warto było kupić mangę?
- No ba!
- Historia ich miłości jest po prostu pyszna. Lekka, niebanalna i fajnie przedstawiona.
- Do tego miłe dla oka rysunki, wiele zabawnych sytuacji oraz miłość, przypominająca lukrowaną babeczkę, którą obiecałeś mi upiec.
- Niczego takiego nie obiecywałem *drapie się po głowie*
- Nie? To teraz obiecasz *Joleen wie, co mówi*
- Najbardziej podoba mi się fakt, że w tle rozgrywa się inna historia miłosna, pomiędzy drugą parę bohaterów.
- Piękny Honda oraz jego przyjaciel z dzieciństwa, Tsubasa, z pewnością zapadną Wam głęboko w pamięć.
- To prawda.
- Manga oznaczona jest +18, ale moim zdaniem równie dobrze wystarczyłoby +16. Pokazane w niej sceny są zmysłowe i delikatne. Junko-sensei większy nacisk położyła na fabułę, co się jej opłacało, bo całość prezentuje się naprawdę fajnie.
- Może 10/10 to nie jest, ale mocne 8/10 z pewnością. Z czystym sercem możemy polecić Wam „Księcia przepisów”, jeśli jeszcze nie znacie tej historii. Jesteśmy pewni, że będziecie do niej często wracać w długie, jesienne wieczory.
- A skoro jesteśmy przy umilaniu... Jestem głodna, a wiesz co to oznacza, prawda?
- Gdy Kei gotuje, wszyscy płaczą...
- Ty będziesz płakać, jeśli niczego nie ugotujesz... *grozi liskowi paluszkiem*
- To chyba oznacza, że jestem twoim księciem *Kitsuś się rozmarza*
- No cóż, wrócimy jeszcze kiedyś do tego tematu. Dziękujemy za wspólnie spędzony czas! :)
- Niedługo kolejna recenzja. Udamy się do świata wampirów. „Dia game, nadchodzimy!
- Nie zamieścimy kolejnej ankiety, bo nadal czekamy na paczkę z mangami, które ostatnio kupiliśmy. W kartonie znajdują się same pożądane nowości.
- Pożądane?
- Cii... xD
- Miłego dnia, Kochani~! ^^


Joleen & Kitsune

wtorek, 11 października 2016

Recenzja mangi "Labirynt Uczuć" Kou Yoneda


Zdjęcia autorstwa: Joleen

- Jesteś gotowy?
- Tak! Od dawna marzyłem o naszej współpracy! 
- Jeśli będziesz się przykładać do pisania recenzji, spełniać wszystkie moje zachcianki i rozpieszczać na każdym kroku, to może się dogadamy...
- Królowo, przecież to właśnie robię! Przez cały czas, dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku...!
- Dobrze, już dobrze... Zaczynajmy! Wybieram mangę! Skoro to nasza pierwsza recenzja, musi to być „Labirynt uczuć” Kou Yonedy!
- Co?! Nie zgadzam się! 
- Pamiętasz jak podczas ostatniego wypadu do centrum handlowego zmusiłeś mnie do odwiedzenia poziomu -1, chociaż dobrze wiedziałeś, że bolały mnie już nogi?
- Nie przesadzaj, sama chciałaś obejrzeć komputery! Nie zrobiłem tego celowo!
- Nie zmienia to faktu, że zaczniemy od Labiryntu.
- Nie chcę!
- A ten znowu swoje... Nadal nie lubisz tej mangi?
- Lubię. Przecież dobrze wiesz, że uwielbiam wszystkie prace Kou Yonedy. Wolałbym jednak zacząć od czegoś bardziej romantycznego, na przykład- *zostaje zdzielony mangą w głowę* To bolało!
- Labirynt jest romantyczny! Płakałam trzy razy podczas czytania!
- A ja nie...
- I to się właśnie nazywa fenomen!
- Co jest takiego niezwykłego w tej historii?
- Jak to co?! Wszystko! Na przykład przesłodki Shimuś!
- Shimuś? Kitsuś jest zazdrosny...
- Przestań, bo znowu oberwiesz!
- Przeczytałem Labirynt kilka razy i wiesz co ci powiem? Nie lubię Shimy. Jest dziwnym. Nieobecny, zdystansowany, zamknięty w sobie... Za każdym razem starałem się dać mu szansę. Rozbudza we mnie nadzieje, gdy na samym początku oświadcza, że nie pije alkoholu, nie lubi smaku piwa i nie pali papierosów. To nas łączy. Doszukuję się w nim czegoś więcej, jakiejś głębi, i... niestety nic z tego nie wychodzi.
- Bo sam jesteś płytki i powierzchowny!
- Dzięki. Komplementy z twoich ust to prawdziwy zaszczyt :D
- Głupku, to nie był komplement! No dobrze, skoro nie Shimuś, to może Togawa?
- O tak, zdecydowanie wolę Togawę! Super koleś. Wesoły, zabawny, pewny siebie. Do tego szczery i otwarty, chociaż czasami palnie coś bez zastanowienia.
- Na przykład co?
- Że chce dzieci, żonę. Jak można być bohaterem mangi BL, mieć romans z facetem, a jednocześnie mówić o dzieciach? To się nie trzyma przysłowiowej kupy!
- To jest właśnie piękne! Są przedstawicielami dwóch różnych światów!
- Jasne... Są jak dzień i noc.
- Przypominam ci, że płakałam trzy razy.
- A ja ci przypominam, że kocham autorkę, ale ta historia jest nieco płytka *znowu oberwał...* Za co tym razem?
- Za całokształt. 
- Nie rozumiem... Dlaczego smutne wydarzenia z ich przeszłości, które nie mają ze sobą nic wspólnego, stanowią nić łączącą obu bohaterów?
- Już ci to tłumaczyłam. Nie rozumiesz, bo jesteś płytki...
- ... i powierzchowny. Chciałabyś dodać coś jeszcze?
- Dobrze gotujesz.
- Dziękuję.
- Proszę. Wracając do tematu, „piękno tkwi w prostocie”. Jeśli dokładnie wczytasz się w historię, zrozumiesz.
- Znaczy, że mam przeczytać jeszcze raz?
- Przestań się zgrywać! Przecież dobrze wiem, że doskonale widzisz jak bohaterowie próbowali wczuć się w historię tego drugiego, by lepiej go zrozumieć!
- A czy ty wczuwasz się czasami we mnie, by lepiej mnie zrozumieć?
- Nie. 
- Dlaczego?
- Nie uroniłeś ani jednej łzy.
- Ty płakałaś aż nadto *głaszcze Joleen po głowie*
- Bo jestem wrażliwa.
- To prawda. 
- Co jeszcze czyni mangę wyjątkową?
- Prezes Kanezaki. Wygląda jak Yashiro (Yashiro jest bohaterem mangi „Złamane skrzydła” Kou Yonedy, o której opowiemy innym razem ^^).
- Dla ciebie wszyscy wyglądają jak Yashiro!
- Wcale nie! Sama zobacz! Strony 110-113.
- No dobrze, pokaż... Hmm, rzeczywiście jest podobny.
- Grafika jest piękna, a rysunki bardzo staranne.
- To prawda. Czytając ma się wrażenie, że to czarno-białe anime, a nie manga.
- Zgadzam się. Yoneda-sensei jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Poza tym, olbrzymi plus dla Kotori za bardzo dobre tłumaczenie.
- „Dziesięciobój” mnie rozwalił xD
- Podobało mi się też to subtelne połączenie sarkazmu Shimy oraz poczucia humory Togawy. Bardzo fajnie wyszło.
- A mnie urzekła scena pod sam koniec, gdy Togawa zaczął naciskać na Shimę, by zaczęli mówić sobie po imieniu. To było taaakie słodkie! >.<
- Jeśli mam być szczery, to nie pamiętam tej sceny.
- Zasnęli wtedy razem na podłodze, grzejąc się pod kotatsu.
- Do końca historii zastanawiałem się czy bylibyśmy w stanie zamontować kotatsu u mnie w salonie. To by było szalenie romantyczne ;)
- Ograniczymy się do koca i jedzenia pomarańczy w długie jesienne wieczory.
- Skoro koc, to musi być i herbatka!
- Dobrze, dostaniesz swoja herbatkę.
- To co, będziemy kończyć naszą pierwszą recenzję?
- Chyba tak. Podsumowując, jest to bardzo dobra manga BL. 
- Historia prosta, ale i skomplikowana. Niektóre niuanse dostrzegłem dopiero po pewnym czasie.
- Można do niej wracać bez końca. Cieszę się, że mam ją w swoim posiadaniu :)
- A ja się cieszę, że mi ją poleciłaś.
- Co ty byś beze mnie zrobił?
- Wolę o tym nie myśleć... Wybaczysz mi, że ani razu nie płakałem się podczas czytania?
- W drodze wyjątku.
- Królowo, jesteś taka wyrozumiała! *rzuca się Joleen na szyję*
- A ty gorszy niż dziecko...* kolejny raz obrywa mangą, tym razem nieco delikatniej * 
- To co, czytamy jeszcze raz?
- Ale tym razem osobiście postaram się, żebyś się rozpłakał ^^ *Joleen wybucha głośnym, szatańskim śmiechem, a Kitsune chowa się za swoim puszystym ogonem*

PS Dla tych z Was, którzy lekturę mają już za sobą lub nadal wahają się przed zakupem istnieje świetna alternatywa - film! Widzieliście już? Jest naprawdę niezły (zwłaszcza ta scena na ścianie :D *znowu oberwał...*). Najbardziej podoba się nam Togawa oraz sweterki Shimy. Gorąco polecamy! :)

PPS Żaden lis „zbytnio” nie ucierpiał podczas tworzenia tej recenzji.


Joleen & Kitsune